„Polska, zdaniem mojego Brata, jeśli chce być państwem niepodległym, musi być państwem silnym. Silnym w sensie organizacji władzy państwowej, silnego ośrodka władzy: w myśl tej koncepcji Polska powinna, zgodnie ze swoją historią, zachować unitarny charakter państwa, wzorując się bardziej na Francji niż na 17 prowincjach autonomicznych Hiszpanii. Państwo polskie śp. Lecha Kaczyńskiego to państwo cieszące się szacunkiem własnych obywateli, silne siłą autorytetu, które ma u Polaków, ale też silne respektem, jaki zdobywa u bliższych i dalszych sąsiadów oraz w organizacjach międzynarodowych” - podkreśla Jarosław Kaczyński. I uzupełnia, że oznacza to konieczność silnej armii i innych służb mundurowych.
Ale Polska powinna być także silna na arenie międzynarodowej. „...przez niemal pięć lat prezydentury wszystkie działania Brata podporządkowane były takiej wizji Polski na arenie międzynarodowej, gdzie Rzeczpospolita jest punktem odniesienia, więcej: naturalnym liderem krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej, i szerzej: również państw powstałych na gruzach dawnego Związku Sowieckiego. To nie kwestia wskrzeszenia snu dynastii Jagiellonów, lecz zwykły pragmatyzm: albo nasze państwo będzie kreować blok krajów ściśle z nami współpracujących, albo będzie narażone na próby podporządkowania czy przynajmniej wciągnięcia w rosyjską strefę wpływów politycznych i gospodarczych. To gra o sumie 0:1. Albo – albo” - zaznaczył prezes PiS.
Silne i dynamiczne państwo nie może jednak abstrahować od losów swoich obywateli. Powinno ono zatem pomagać w budowaniu solidarności społecznej. „Dla mojego Brata było jasne - i musi to być drogowskazem dla nas - "hic et nunc" - "tu i teraz", to że państwo nie może być, jak chcą liberałowie, "nocnym stróżem", jedynie z grubsza pilnować, aby nie rozkradziono majątku narodowego. Musi aktywnie wspierać obywateli słabszych ekonomicznie, uboższych, często nie ze swojej winy, ludzi starszych, chorych, rodziny wielodzietne. To społeczny, socjalny, ale fundamentalny wymiar polityki polskiej w nowym tysiącleciu. A solidaryzm społeczny jest w gruncie rzeczy inną, gospodarczą twarzą solidaryzmu narodowego. Naród, w myśl koncepcji mojego Brata, nie jest federacją koterii, grup nacisków, branż, korporacji, lecz dziedziną, w której silniejsi pomagają słabszym. Ta wizja była głęboko zakorzeniona w społecznej nauce Kościoła katolickiego” - zaznaczył Jarosła Kaczyński.
Ale to wszysto wymaga głębokiego zakorzenienia we wspólnocie, jaką jest naród. „Mój Brat uważał, że naród to sztafeta pokoleń, że dziś kolejne pokolenia przekazują pałeczkę następnym i wspólnie tworzymy wielką skarbnicę polskich dziejów. Skarbnicę dumną, wzniosłą, czasem tragiczną, ale naszą, niepowtarzalną, polską. Bo dla Lecha Kaczyńskiego - jako człowieka, obywatela, jako Polaka, polskość była wartością. Wartością dodaną” - zaznacza prezes PiS. I uzupełnia: „Mój śp. Brat uważał, że warto być Polakiem i swoistym grzechem jest odrzucanie polskości przez ludzi urodzonych jako Polacy. Byliśmy zawsze zgodni, że duma z poczucia przynależności do wspólnoty narodowej powinna być udziałem każdego Polaka, niezależnie od miejsca zamieszkania. Gdy nasz wielki rodak Jego Świątobliwość Jan Paweł II po raz pierwszy przyjechał do USA, amerykańscy Polacy witali go transparentami, na których widniały charakterystyczne słowa: "I am proud to be Polish" ("Jestem dumny z bycia Polakiem"). Nasi rodacy zza oceanu dobrze i lapidarnie uchwycili istotę rzeczy” - dodał.
TPT/NaszDziennik
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

