Co jakiś czas wraca pomysł przymusowych testów prenatalnych dla kobiet w ciąży. Przynajmniej dla tych po trzydziestce. Podkreśla się przy tym dobro kobiety, a zupełnie pomija zagrożenie dla życia dziecka. Starannie ukrywa się fakt, że testy te - zwłaszcza inwazyjne - dokonywane w zaawansowanej ciąży, są z reguły wstępem do aborcji.

Kobiety, które dokonały aborcji ze względu na chorobę dziecka często przyznają, że podjęły tę decyzję mając niewiele informacji o problemie, pod naciskiem lekarzy. Wiele z nich otrzymuje informacje nieaktualne, nierzetelne lub przerysowane. Często są bombardowane katastroficznymi informacjami o potencjalnych zagrożeniach życia dziecka. Nie podaje im się informacji o alternatywach. Nie mówi o dostępnej pomocy dla dzieci ze zdiagnozowanym problemem. Nie wspomina o matkach które z powodzeniem urodziły i wychowują takie dzieci. A gros kobiet, które zdecydowały się na aborcję pod presją lekarza, cierpi z tego powodu wiele lat.

Przykładem jest opublikowane w London Guardian wyznanie kobiety, określającej się mianem pro-choice (czyli uznającej aborcję za prawo człowieka). Gdy zdiagnozowano u jej dziecka zespół Downa, została natychmiast wysłana do tzw. konsultanta. Kobieta pisze o tym:

- Konsultant opowiedział nam o prognozach dla tego dziecka. Spodziewany czas życia 30-40 lat. Nigdy nie będzie w stanie zadbać o siebie. Najprawdopodobniej całe życie będzie cierpieć z powodu przewlekłych problemów medycznych. Mówił też, co ta prognoza oznacza dla naszego dwuletniego synka. Choć teraz jest szczęśliwym dzieckiem, jego życie zupełnie się zmieni, gdy wkroczy w nie chory brat/siostra.

Autorka listu była zszokowana faktem, że gdy pod wpływem takiej przemowy wyraziła zgodę na aborcję, konsultant oczekiwał od niej, że od razu przy nim zażyje środki chemiczne, inicjujące proces aborcji. Wspomina też późniejsze odczucia żalu, winy, wątpliwości, które ogarnęły ją już post factum. A także nienawiść, jaką wzbudzają w niej kobiety w ciąży.

Inna kobieta, która abortowała dziecko po zdiagnozowaniu u niego zespołu Downa opisuje analogiczne doświadczenie:

- Byłam w 26 tygodniu ciąży, gdy dowiedziałam się, że moje dziecko cierpi na zespół Downa. Mój lekarz, moja rodzina, a nawet tak zwany chrześcijański doradca uważali, że dla dobra dziecka powinnam poddać się aborcji. Konsultant bardzo mocno na mnie naciskał. Powiedział mi, że jeśli naprawdę kocham swoje dziecko powinnam mieć aborcję... Aborcja była okrutna... Nikt nigdy nie powiedział mi nic o całym emocjonalnym bagażu, który będę nieść przez resztę mojego życia. To zrujnowało mi życie! Moje małżeństwo ucierpiało w straszny sposób, nadwyrężyło też to moją relację z innymi ludźmi, ponieważ nie potrafiłam już nikomu naprawdę zaufać.

Kolejna relacja w tym samym tonie opublikowana została w londyńskim the Independent. Autorka wypowiedzi podkreślała niebezpieczeństwo testów prenatalnych. Z powodu swego zaawansowanego wieku lekarze naciskali, by poddała się testom prenatalnym, w tym amniocentezie. Stanowczo odmówiła. Jej w pełni zdrowa córka urodziła się jako wcześniak. Przyczyną przedwczesnego porodu było osłabienie worka owodniowego. Mama dziecka stwierdziła, że najprawdopodobniej gdyby zdecydowałaby się na amniocentezę (polegającą na nakłuciu worka owodniowego w celu pobrania do badania próbki płynu owodniowego) spowodowałoby to śmierć jej zupełnie zdrowej córki.

Bogna Białecka /The Guardian. Elliot Institute. The Independent.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »