Władimir Sołowjow – jeden z najbardziej niezwykłych myślicieli prawosławnych – byłby niewątpliwie szczęśliwy, czytając, że już niebawem Kościół w Polsce i Cerkiew rosyjska podpiszą wspólny apel o pojednanie. Nie wiemy jeszcze, co w nim będzie, ostrożne zapowiedzi każą wątpić w to, że będzie to realny i pełny przełom, ale nawet niewielki pierwszy krok ucieszyłby rosyjskiego filozofa, który nie miał wątpliwości, że prawdziwą teokrację (tak wiem, jak to brzmi we współczesnych uszach, ale takich właśnie terminów używał Sołowjow) da się zbudować tylko we współpracy Polaków, Rosjan i... Żydów. Odrodzenie chrześcijaństwa w Europie przyjdzie zaś dopiero, gdy – nie bez pomocy Polaków – Cerkiew moskiewska podda się przewodnictwu Ojca świętego. Trudno nie dostrzec, że to samo, choć nieco w innych słowach, mówiła Matka Boża w Fatimie.
Realizacja tego projektu, tego planu może wydawać się szaleństwem. Rosja, czy tym bardziej Rosyjska Cerkiew Prawosławna nawet nie myśli o pojednaniu z Rzymem, u jej fundamentów leży przecież głęboki antyrzymski resentyment zawarty w idei „Moskwy – Trzeciego Rzymu). Nie bardzo widać też chęć realnej współpracy z Polakami, a idea pojednania zbyt często jest wykorzystywana do gnojenia słusznych aspiracji Polaków. Putin (mocno kontrolujący Cerkiew), choć to praktykujący prawosławny, też źle wróży pojednaniu, rozwojowi Cerkwi czy tym bardziej jakiemuś realnemu pojednaniu. Polska, by nie krytykować tylko jednej strony, też nie wygląda na gotową nie tylko do zbudowania realnego pojednania z Rosją, ale nawet do ewangelizacji Europy. Młodzi (i starsi też) uśpieni w samozadowoleniu lub małej stabilizacji nie mają ochoty ruszać do duchowego dzieła, do jakiego wzywa nas Benedykt XVI, a wcześniej Jan Paweł II.
Podobne zastrzeżenia można sformułować wobec instytucji, jakie ów apel mają podpisać. Cerkiew rosyjska jaka jest, każdy widzi. Mocno związana z państwem, zinfiltrowana przez władze, niekiedy pozostająca na usługach cara (który czasem nazywa się prezydentem). A Kościół w Polsce także uśpiony jest powodzeniem i niechętnie decyduje się na działania, które mogłyby zachwiać jego świętym spokojem. Fałszem jest jednak patrzenie na obie wspólnoty tylko z tej perspektywy. Cerkiew rosyjska to przecież także wspólnota, która wydała niezwykłych i bardzo licznych męczenników, którzy oddali życie za Chrystusa, a także zawsze miała świętych, którzy nie obawiali się walczyć o prawdę, nawet wówczas, gdy kosztować ich to miało życie czy wolność. Z Kościołem w Polsce jest podobnie. Setki męczenników komunizmu i faszyzmu, św. Maksymilian Maria Kolbe, św. Jan Paweł II, św. Faustyna Kowalska, bł. Jerzy Popiełuszko – to moc polskiego Kościoła. Wierzę, że ten element tożsamości obu wspólnot okaże się mocniejszy, niż bieżąca polityka.
Nie bez znaczenia jest także to, że w istocie tak Kościół, jak i Cerkiew w podobny sposób spoglądają w przyszłość, i zmagają się z podobnymi problemami. Propaganda gejowska, aborcja, bluźnierstwa, których broni się jak niepodległości – to wszystko są zjawiska, z którymi chrześcijanie niezależnie od wyznania muszą się zmagać. Walka o rodzinę, promowanie życie, i wreszcie troska o przekaz Ewangelii to wspólne zadanie tak prawosławnych, jak i katolików. Bardzo mocno mówi i pisze o tym metropolita Hilarion (Alfiejew). Bez współpracy, bez zaangażowania obu stron, nie ma mowy o przezwyciężeniu kryzysu.
Oczywiście droga ku pojednaniu, czy tym bardziej ku jedności nie jest prosta. Na drodze ku niej stoi nie tylko przeszłość, ale również teraźniejszość, nie tylko Putin, ale i polscy obrońcy tożsamości. Nie tylko Katyń, ale i Smoleńsk. Dla chrześcijanina nie ulega jednak wątpliwości, że dopiero rzeczywiście trudne wyzwania mają głęboki sens i mogą zmienić rzeczywistość. Odwaga, profetyczne gesty czy wreszcie duchowe spojrzenie na rzeczywistość mogą przemienić świat, mogą doprowadzić do odrodzenia Europy, Europy, w której wartości duchowe okażą się ważniejsze niż czysta polityka.
Niemożliwe? Dla człowieka wierzącego, modlącego się nie ma nic niemożliwego. Bóg jest silniejszy niż nasze rozterki, wątpliwości, niż nasze słuszne czy niesłuszne pretensje. On może uzdrowić naszą pamięć i poprowadzić nas nie tylko do pojednania, ale też współpracy. Więcej: On może z naszej trudnej, skomplikowanej historii, wyprowadzić korzyści, uczynić ją "felix culpa". A w konsekwencji doprowadzić do prawdziwej jedności, której bez pojednania Polaków i Rosjan, nie będzie. I w ten sposób także warto spojrzeć na wspólny apel biskupów katolickich z Polski i prawosławnych z Rosji o pojednanie. Duch, religia są naprawdę ważniejsze od bieżącej polityki, a Bóg i jedność chrześcijan od politycznych rozgrywek (obu stron). Czy tak rzeczywiście będzie zależy jednak nie tylko od biskupów, którzy apel napisali, a teraz podpiszą, ale także od nas, czy będziemy go potrafili potraktować poważnie, duchowo, czy będziemy potrafili wznieść się ponad bieżące lęki i spojrzeć w głąb.

