Profanacja krzyża, i to w Wielkim Tygodniu, to rzecz – dla chrześcijanina – straszna. Nie sposób o tym mówić obojętnie, i nie sposób nie dostrzegać politycznych i społecznych kontekstów tego wydarzenia. Sprawcom, czy sprawcy niewątpliwie było łatwiej zrobić to, co zrobił, bowiem od ponad dwóch lat wzrasta przyzwolenie na profanacje, naruszanie uczuć religijnych czy wręcz poniżanie znaków i symboli religijnych. Odpowiedzialność za to ponoszą konkretne osoby. Politycy, którzy na antykościelnej i antychrześcijańskiej retoryce zbudowali swoje kariery, prokuratorzy, którzy uznawali, że krzyż z puszek niczego nie narusza, sędziowie uniewinniający Nergala, dziennikarze, dla których bluźnierstwo jest metodą przekazu.

 

O tej odpowiedzialności nie możemy milczeć. Tak jak nie powinniśmy milczeć o naszym grzechu zaniedbania. Może za słabo bronimy ważnych dla nas symboli, może za słabo głosimy Ewangelię, skoro w Polsce, i to w Wielkim Tygodniu, możliwe są takie rzeczy. Tu każdy musi odpowiedziaeć sobie na pewne pytania sam. Nie spoglądając na innych, ale stosując ostrą autolustrację własnego sumienia.

 

W Wielkim Tygodniu nie można jednak zapomnieć o perspektywie Bożej. Ta profanacja przypomina nam niezwykle mocno, że w naszym świecie wciąż toczy się walka duchowa, zły nie odpuszcza, stara się niszczyć dobro. Spalenie krzyża jest tego przykładem. Chrześcijanie mają jednak świadomość, że w istocie szatan już przegrał. I dlatego tak bardzo szaleje, właśnie w tym okresie. Jezus na Krzyżu pokonał go jednak ostatecznie, a Wielki Tydzień jest tego najlepszym przykładem, dowodem, że i my, jeśli oprzemy się na Chrystusie Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, zwyciężymy.

 

Postawa księdza z parafii, w której krzyż sprofanowano, jest właśnie dlatego najbardziej chrześcijańską z możliwych. Zamiast złości, wezwanie do modlitwy o nawrócenie... Niesamowita lekcja chrześcijaństwa.

 

Tomasz P. Terlikowski