Skąd tak surowa ocena? Otóż, gdyby rzeczywiście Donald Tusk dostrzegał jakiekolwiek problemy moralne w likwidowaniu ludzi na najwcześniejszym etapie rozwoju, gdyby rzeczywiście miał jakiekolwiek wątpliwości, to nie uznałby, że z podatków wszystkich finansowana ma być metoda, która dla wielu jest absolutnie niedopuszczalna moralnie. Pomysł, by wszyscy płacili za takie działania oznacza zatem ni mniej ni więcej, tylko jasny sygnał, że premier i jego partia (jeśli poprze ona taki pomysł) uznają in vitro nie tylko za całkowicie moralne, ale także za godne poparcia.
Dla świadomych swojej wiary katolików taka decyzja będzie jednak oznaczać realny konflikt sumienia. Oto bowiem z naszych podatków finansowana będzie procedura, w trakcie której zabijani, selekcjonowani są ludzie. Nie jest to zresztą pierwszy tego typu przypadek. Już teraz z moich podatków (a dokładniej ze składek na ZUS finansowanych jest 500 aborcji). I przeciwko takiemu przymusowi finansowania rzeczy niegodnych trzeba jasno i zdecydowanie protestować.
I nie chodzi tu tylko o „obywatelskie nieposłuszeństwo”, czyli odmowę płacenia składki zdrowotnej ZUS, ale o jasne odesłanie na zasłużoną emeryturę wszystkich polityków, którzy przyłożą rękę do refundacji in vitro. Niebawem nadejdą wybory, w czasie których powinno być całkowicie jasne, że katolik czy człowiek, który ceni życie ludzkie, nie może głosować na Platformę Obywatelską, której lider otwarcie stawia wierzących w sytuacji konfliktu sumienia.
To jednak zdecydowanie za mało. Jeśli refundacja rzeczywiście zostanie wprowadzona, to trzeba wymagać od opozycji, by jasno i zdecydowanie obiecała wycofanie się z tej decyzji, a w miarę możliwości także z finansowania z budżetu aborcji. I przywrócenie sytuacji, w której płacenie podatków nie oznacza finansowania zabijania.
A na razie trzeba zrobić wszystko, żeby do takiej sytuacji nie doszło. Musimy jako katolicy zdecydowanie protestować przeciwko takiej możliwości. Trzeba doprowadzić do uchwalenia ustawy zakazującej in vitro. I to jest w tej chwili główny nasz cel. Niestety, nie będzie to łatwe, bowiem mocne i oczywiste wypowiedzi jednej części hierarchów są niemal od razu kwestionowane przez innych. A jest to tym groźniejsze, że w ten sposób naraża się życie wieczne polityków i życie doczesne dzieci na najwcześniejszym etapie rozwoju.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

