A żeby to dostrzec, wystarczy przeanalizować kilka ostatnich wydarzeń (można analizować szerzej, ale to już temat na o wiele większy tekst). Oto wystarczyło, by premier Donald Tusk (z przyczyn "piarowych", bo stwierdzono, że uchodzi za zbyt prorosyjskiego) zasugerował, że raport MAK jest nieobiektywny, a politycy PO od razu dostrzegli, iż Rosja próbuje zdjąć odpowiedzialność z kontrolerów lotniczych. Do roboty zabrali się też zaraz polscy „specjaliści” i „dziennikarze”.

I w mediach nastąpił wysyp odpowiednio korzystnych dla MAK i samej Rosji komentarzy i artykułów, z których ponownie wynika, że całą winę za katastrofę ponoszą polscy piloci i generał Błasik. Gdy nie udało się zebrać wystarczających dowodów na to, że to on siedział za sterami samolotu, zabrano się za udowadnianie, że na pewno to on wymusił na pilotach start z lotniska na Okęciu.

Takie informacje w mediach pojawiły się już wczoraj. A dzisiaj ich skomentowania w niezawodnym w takich sytuacjach programie „Gość Radia Zet” podjął się pułkownik Robert Latkowski, współautor książki „Ostatni lot”. Jego zdaniem generał Błasik musiał mieć świadomość warunków na lotnisku w Smoleńsku. Zapytany, kto mógł podjąć decyzję o starcie, odpowiedział: „Tylko mógł zadecydować o tym dowódca sił powietrznych. Tylko on”. – Dowodził całym lotnictwem i ma swoją służbę też meteorologiczną, wojskową, natomiast na pewno był zapoznany z prognozą pogody i nie wykluczam, że znając te warunki pogodowe, jakie są na lotnisku w Smoleńsku, przejął – można tak powiedzieć – dowodzenie tym samolotem i on składał meldunek prezydentowi o gotowości do lotu –  dodał pułkownik.

Tak więc mamy już pierwszego winnego. Ale jest i drugi, czyli pierwszy pilot, który „zawiesił się”. – Kapitan Protasiuk "był zawieszony". Nie zazdroszczę mu tego stanu psychicznego, bo miałem różne trudne sytuacje i wiem, jak człowiek reaguje. Są takie sytuacje, że pilot nawet jeśli jest w takim stresie - my to nazywamy zawieszeniem - to on mógł nawet kolegów swoich nie słyszeć – dodał pułkownik. – Kolega krzyczał i on nie słyszał tej komendy, że odchodzimy. Drugi pilot nie wykazał się kwalifikacjami, bo obowiązkiem drugiego pilota, jeśli pierwszy nie odpowiada, jest przejęcie sterowania samolotem. Tutaj nastąpiło tak zwane psychiczne zawieszenie, powinien wkroczyć, zdecydowanie przejąć stery i odejść na drugie okrążenie, odejść na zapasowe lotnisko – stwierdził.

Niestety pułkownik Latkowski nie wyjaśnia, skąd ma tak szczegółowy wgląd w psychikę swoich kolegów, a także skąd czerpie swoją wiedzę na temat sytuacji na lotnisku w Polsce. Trudno jednak nie zauważyć, że „wiedza” ta jest dziwnie zbieżna z tym, co „ustalili” Rosjanie, i całkowicie zdejmuje jakąkolwiek odpowiedzialność z Rosjan. I jakoś trudno mi uwierzyć, że to, iż akurat teraz sięga się po płk. Latkowskiego, jest przypadkiem. O wiele bardziej prawdopodobne jest, iż władze rosyjskie obawiając się, że ich „stanowisko” może nie do końca być "na wierzchu", postanowiły uruchomić swoich agentów wpływu. A posłuszne pudła rezonansowe powtórzą tę ich prawdę, tak by odpowiednio się ona utrwaliła.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »