Najnowszym na to dowodem stała się publikacja dokumentu bioetycznego Konferencji Episkopatu Polski. Nie było w nim nic zaskakującego. Biskupi przypomnieli, że aborcja i eutanazja jest złem i należy dążyć do jej całkowitego zakazania, in vitro to nie tylko sposób spełniania marzeń o dziecku, ale także metoda, która „kosztuje” życie innych, nigdy nienarodzonych dzieci, które albo umarły w trakcie procedury (a ich śmierć była w nią wliczona) albo przetrzymywane są w beczkach z ciekłym azotem, niekiedy określanymi mianem lodówek. I właśnie ten oczywisty dla każdego wierzącego dokument wywołał skandal. Pierwsza kobieta urodzona z in vitro w Polsce oznajmiła, że rozważa postawienie Episkopatu przed sądem, a sama zamierza wystąpić z Kościoła, bo ma już dość „mowy nienawiści”. Przy okazji dostało się i mnie (zainteresowanych informuje, że nie jestem częścią Episkopatu) i zostałem oskarżony o to, że chciałbym określić niewiastę mianem „pierwszego szatana RP”.
Nie mam takich zamiarów, a żaden katolik nigdy nic takiego nie mógłby powiedzieć. Szatan to bowiem upadły anioł, a żaden człowiek aniołem nie jest, a więc i do szatana mu daleko. Ale zapewnienia te nie na wiele się zdadzą, bowiem zwolennikom in vitro nie o rozmowę chodzi i nawet nie o debatę (a ta się toczy pionierzy in vitro we Francji czy Wielkiej Brytanii już zupełnie otwarcie piszą o zagrożeniach eugenicznych, jakie ta metoda rodzi), ale o to, by zagłuszyć Kościół i sprawić, że jego głos nie będzie się liczył w debacie. Tę samą metodę stosuje się w debacie o związkach partnerskich, aborcji i właśnie in vitro. I niestety bywa ona skuteczna. Jeśli jednak człowiek trochę pogrzebie w historii dwudziestowiecznej nauki, to okaże się, że w kwestii oceny moralnej działań medycznych to zazwyczaj Kościół miał rację. Wystarczy przypomnieć niezwykle popularną lobotomię, jako lekarstwo na każde schorzenie psychiczne czy badania grupy amerykańskich uczonych przeprowadzanych na materiale pozyskiwanym w Auschwitz. Wiem, że brzmi to niewiarygodnie, ale tak właśnie było, i tylko naiwny może sądzić, że naukowcy zmienili się tak bardzo, że teraz to już nie popełnia moralnych błędów.
Tomasz P. Terlikowski
