„Grzegorz Górny, dziennikarz i publicysta. W 1994 roku wraz z Rafałem Smoczyńskim stworzył kwartalnik „Fronda”, który redagował przez 11 lat. W latach 1995-2001 współtworzył też program telewizyjny pod tym samym tytułem. "Fronda" to dziś dynamicznie rozwijająca się instytucja, w skład której wchodzą trzy odrębne działy: portal internetowy www.fronda.pl, wydawnictwo książkowe (każdego roku kilkadziesiąt tytułów) oraz kwartalnik (łącznie 63 numery). W trosce o bilans ekonomiczny wydawnictwo, bez wiedzy Grzegorza Górnego (kierującego już tylko kwartalnikiem) wydało kontrowersyjną pozycję ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego „Chodzi mi tylko o prawdę”. Grzegorz Górny publicznie skrytykował książkę, a następnie zrezygnował z funkcji redaktora kwartalnika, rozstając się po latach z Frondą. Pytany o motywy tej decyzji odparł: „Jeśli mam wybierać między wiernością Kościołowi i Frondzie, wybieram Kościół”. - można przeczytać w uzasadnieniu decyzji o nominacji.
I w tym kilkuzdaniowym tekście znajdują się przynajmniej dwa nieprawdziwe zdania, z których jedno jest oszczerstwem. Jak bowiem zamierzają obronić opinię o tym, że wywiad-rzeka z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim został wydany „w trosce o bilans ekonomiczny”? Czy czcigodna grupa przyznająca owe nominacje ma wiedzę o stanie finansowym wydawnictwa? A może zna intencje autorów książki i prezesa wydawnictwa? Jeśli nie, to można powiedzieć, że ich opinia jest jedynie projekcją własnego podejścia do życia. Ale niestety zawarta jest ona w publicznej opinii i dlatego nosi charakter pomówienia czy wręcz oszczerstwa. Nie jest też prawdą, że Górny o książce nie wiedział. Rozmawiałem z nim o niej wielokrotnie. Nie ma zatem dowodów także na to drugie stwierdzenie.
Ale pomówienia wobec wydawnictwa to tylko jeden z dziwnych elementów uzasadnienia tej nominacji. Dla mnie równie zaskakujące jest to, że człowiek, który tak wiele zrobił dla Kościoła i Jego promocji w mediach, zostaje nominowany do tej nagrody za to, że nie spodobała mu się jakaś książka, i że ostro ją skrytykował. Można to oczywiście uznać za potępienie (albo wręcz przeciwnie docenienie) tego wywiadu-rzeki, ale trudno nie uznać, że jest to w istocie dość obraźliwe dla samego Grzegorza, który w uzasadnieniu może przeczytać, że to nominacja nie tyle za działania, ile za to, że się odciął. I nie ma co ukrywać, że to przykre. Mam wrażenie, że także dla niego.

