Wiem, że to mocne słowa, mam świadomość, że mogą ranić. Ale są takie momenty, gdy obrzydzenie dla jakiejś postawy nie pozwala milczeć i wymusza mocne stawianie sprawy. Tym razem jest właśnie tak. Zachowanie Janiny Paradowskiej, Adama Szostkiewicza, Marcina Wojciechowskiego, Pawła Wrońskiego i wielu, wielu innych już nie ociera się o podłość (takie oskrażenie wobec tych, którzy ostro wypowiadają się o bezczeszczeniu ciał, padły z ust Janina Paradowskiej), ale jest zwyczajną podłością, wykluczeniem się z możliwej przestrzeni rozmowy. Ta ostatnia ma bowiem sens, gdy obie strony mają choćby wspólne podstawy ludzkie. A swoim zachowaniem ta grupa osób pokazała, że owe podstawy, najbardziej fundamentalne uczucia ludzkie ma w głębokim poważaniu, jeśli tylko stoją one na drodze do obrony ukochanego Tuska czy nawet Putina.
Atak na ludzi, którzy nie potrafią się pogodzić z podmianą ciał, z ich bezczeszczeniem, z faktem, że oszukiwano Polaków (a robili to nie tylko Rosjanie, ale także tak zachwalana Ewa Kopacz), że uniemożliwiono odpowiednio wczesną sekcję zwłok, która mogła pomóc ustalić prawdziwy przebieg katastrofy, którzy nie rozumieją, że można lekceważyć najbardziej podstawową emocję i wartość jaką jest szacunek dla zwłok – pokazuje, że nie ma granicy, której słudzy władzy nie są w stanie przekroczyć byle tylko uniemożliwić poznanie prawdy i wyeliminowanie z aktywnego życia politycznego ludzi, którzy okazali się być niegodni. Chóralny śpiew, że zamiana ciał, wrzucanie ich nagich do worków – to w istocie nic wielkiego, a problemem są ci, którzy tego nie akceptują, to w istocie ostateczne świadectwo, że z tymi ludźmi nie mamy nic wspólnego. Rozmowa z nimi stanie się możliwa, gdy – choć na moment – wrócą oni do normalności, do normalnych ludzkich uczuć. A na razie pozostaje nam walka o to, by wyrzucić ich na śmietnik historii, i jednoczesna modlitwa o ich nawrócenie. Nic innego nie ma sensu, bo nie da się rozmawiać z kimś, kto – dla drugorzędnych interesów politycznych – lekceważy zasady fundamentalne.

