Naszą (a w zasadzie, nie ma co ukrywać, moją) winą jest to, że nie chcę określił Ann Grodzk – kobietą. „Fronda.pl nie życzy sobie, by Anna Grodzka, posłanka z Ruchu Palikota, była kobietą” - oznajmia Katarzyna Wiśniewska. A ja na te absurdalne stwierdzenie mogę powiedzieć tylko tyle, że moja czy szerzej frondowa wola nie ma z płcią pana Grodzkiego nic wspólnego. On był, jest i będzie mężczyzną. Wycięcie sobie narządów płciowych i faszerowanie się hormonami, w niczym nie zmienia jego płci. Każdy, kto choć raz słuchał czy widział pana Grodzkiego wie, że kobiecości – poza strojami – jest w nim niewiele.
A powód jest niezmiernie prosty. Płeć jest faktem biologicznym, a nie ideologicznym. Nie zależy od tego, za kogo się uważam, a od tego, jakie mam geny. Istnieją oczywiście choroby, takie jak właśnie transseksualizm, które należy leczyć, a ludziom, którzy są nimi dotknięci współczuć. Ale metodą nie jest kastracja mężczyzn, czy doszywanie sztucznych penisów kobietom. To bowiem jest okaleczanie, a nie leczenie. Gdy do lekarza zgłasza się człowiek z informacją, że czuje się wężem, nikt nie pozbawia go rąk i nóg, żeby mu było lepiej.
Stwierdzenie tych kilku absolutnie podstawowych faktów nie ma nic wspólnego z wyreczaniem Watykanu. Uznanie, że bycie mężczyzną związane jest z pewnymi determinacjami biologicznymi i genetycznymi nie wynika bowiem z nauczania Kościoła, ale ze zdrowego rozsądku, którego absolutnym zaprzeczeniem jest opowiadanie, że po kastracji, albo – co jeszcze bardziej absurdalne – po deklaracji mężczyzna staje się kobietą.
Na koniec zaś Katarzyna Wiśniewska wytacza działa najmocniejsze. I próbuje przekonywać czytelników „GW”, że brak uznania kobiecości mężczyzny jest dowodem na niewierność nauczaniu Kościoła. „Redaktorzy katolickiego portalu - zapewne w imieniu Kościoła - pracują nad zmianą tożsamości transseksualnej posłanki. Trochę im się jednak pomyliło: Kościół na temat transseksualizmu wypowiada się niewiele i bardzo oględnie. Na pewno nie jest przezeń określony jako grzech. Transseksualiści nie mogą zawrzeć małżeństwa kościelnego, nikt ich jednak z Kościoła nie wyrzuca. Fronda nie musi wyręczać w tym Watykanu. Może za to liznąć nieco nauki Kościoła” - oznajmia Wiśniewska.
I rzeczywiście na temat transseksualizmu Kościół mówi niewiele. To jednak, co mówi jest sprzeczne z tym, co obwieszcza Magisterium z Czerskiej. Transseksualizm grzechem rzeczywiście nie jest, jest bowiem chorobą, grzechem jest jednak samookaleczenie czy też zgoda na okaleczanie siebie przez innych. A dokładnie w ten sposób traktowane są przez Kościół operacje zmiany płci. Namawianie do grzechu, a to od lat robi Ann Grodz, też dobrem nie jest.
Najistotniejsze jest jednak, co innego. Wbrew temu, do czego próbuje przekonywać swoich czytelników Katarzyna Wiśniewska, katolik nie musi o wszystko pytać się Watykanu. Nie sądzę zatem, by w kwestii płci Ryszarda Grodzkiego vel Ann Grodzk, musiał wypowiadać się Kościół. Ta sprawa jest bowiem całkowicie oczywista, dla każdego kto nie jest zaślepiony ideologicznie.
Tomasz P. Terlikowski
Czytaj również:

