Dzięki temu można by wprowadzić zasadę, że in vitro sprzeciwiają się tylko katolicy przedsoborowi (co raczył był oznajmić „wybitny teolog” Bronisław Komorowski), że aborcja jest wprawdzie zła, ale musi być dopuszczalna, bo to sprawa katolickiej wolności (o czym przekonywał inny „koncesjonowany katolik” Andrzej Wielowieyski), a pojęcie grzechu musi być wyeliminowane, bo wywołuje nerwicę (o czym przekonywał eks-dominikanin prof. Tadeusz Bartoś).

 

Zakres zmian, które wprowadziliby świeccy eksperci do katechezy mógłby być zresztą jeszcze szerszy, gdyby kontrolę tę powierzyć wymarzonej, jak sądzę, komisji Wiśniewskiej. W jej skład mogliby wchodzić

 

Politolog Robert Biedroń, który zająłby się nauczaniem seksualnym Kościoła.

 

Psycholog Anna Grodzka, która zajęłaby się problemem kapłaństwa kobiet (ze szczególnym uwzględnieniem kobiet niepełnych).

 

Filozof Janusz Palikot, któremu powierzono by prace nad wprowadzeniem do katechezy lekcji o reinkarnacji oraz demonologii.

 

Swój wkład niewątpliwie wniosłaby w takiej komisji także Magdalena Środa, która mogłaby zająć się wprowadzaniem do katechezy projektów feministycznych i antyprzemocowych, a także eliminowaniem z niej elementów teistycznych.

 

Komisją zarządzać, by zaś mógł niezawodny absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jan Hartman.

 

Taki skład świeckiej kontroli gwarantowałby, że nawet na religii dzieci nie usłyszą nic, co byłoby sprzeczne z ortodoksją ustalaną na Czerskiej. A o to przecież chodzi Katarzynie Wiśniewskiej.

 

Tomasz P. Terlikowski