Nie zamierzam rwać włosów z głowy z powodu usunięcia choinki. To miły symbol, ale niewiele mający wspólnego z Ewangelią. Ot, zlaicyzowany i skomercjalizowany symbol Bożego Narodzenia, tyle, że bez Boga, Chrystusa i Matki Bożej, bez żłóbka i świadomości tego, że na świat przyszedł Żywy Bóg. Usuwanie jej z przestrzeni publicznej nie jest więc walką z chrześcijaństwem, bo tego ostatniego już dawno na rynku w Brukseli nie było, tak jak niemal nie ma już chrześcijaństwa podczas targów adwentowych w wielu niemieckich miastach. Jest okazja do kupowania i sprzedawania, do konsumpcyjnej rozpusty i do celebrowania pustych, bo pozbawionych jakiejkolwiek treści, zwyczajów.

 

Zastąpienie choinki instalacją, choć w gruncie rzeczy obojętne z chrześcijańskiego punktu widzenia, jest jednak istotne z punktu widzenia przyszłości Europy. Pokazuje ono bowiem, że straciliśmy konieczną do życia energię, że zgodziliśmy się na wykastrowanie samych siebie, na odrzucenie choćby symbolicznych związków z własną tradycją czy historią i podporządkowanie się idiotycznej politycznej poprawności, która w istocie prowadzi do samozagłady. Muzułmanie (i wcale im się nie dziwię) chętnie wyeliminują (choć akurat to nie oni zazwyczaj postulują takie zmiany) choinki i inne symbole postchrześcijańskiej tradycji z przestrzeni publicznej), a później w ich miejsce wprowadzą swoje. I w odróżnieniu od nas, oni ich będą bronić, bo dla nich one są nosicielami autentycznych sensów, odsyłają do Transcendencji, a nie tylko do wspomnień z dzieciństwa czy łzawego sentymentalizmu. Nasze ustępstwa, ucieczki tylko przyspieszają proces zastępowania laicyzmu i konsumpcjonizmu inną, obcą Europie, religią.

 

I w istocie trzeba sobie powiedzieć, że jest to proces nieunikniony. Nie było dotąd cywilizacji, która nie opierałaby się na jakiejś religii. Europa, która opiera się na antyreligii Oświecenia, jest zatem cywilizacyjnym wyjątkiem, patologią, która nie może przetrwać. I nie przetrwa. Jeśli nie będzie w niej chrześcijaństwa, to będzie islam albo jakaś inna inna religia. Chrześcijanie, którzy chcą zachowania europejskiej tożsamości (choć w zmienionej formie, bo z ogromną liczbą różnokolorowych i różnowierczych imigrantów), to zamiast walczyć o choinkę czy nazwy, powinni zacząć walczyć o ewangelizację, o głoszenie Chrystusa słowem i czynem. Mocne, wytrwałe, nieustępliwe, gdy trzeba to zdecydowane na męczeństwo czy więzienie. Innej drogi nie ma. Rwanie szat nad choinką w niczym nam nie pomoże, a jedynie odwróci wzrok od prawdy o świecie, w jakim żyjemy.

 

Tomasz P. Terlikowski