I choć w obecnym układzie politycznym projekt ten nie ma wielkich szans powodzenia, to dobrze się dzieje, że jest on zgłaszany. Dzięki temu problem zabijanych tylko ze względu na stan zdrowia dzieci (oficjalnie jest ich w Polsce ponad pół tysiąca rocznie, a liczba ta stale rośnie) nie schodzi z wokandy sejmowej i debaty publicznej, i nie może być zakopany pod dywan politycznego świętego spokoju, który lekce sobie waży życie niepełnosprawnych.

 

Nie ma w istocie znaczenia, czy Solidarna Polska zgłasza swój projekt z głębokich przekonań ideowych (mam nadzieję, że tak jest), czy tylko po to, by podreperować sobie sondaże. Istotne jest to, że dzięki ich działaniom kwestia aborcji jest obecna w Sejmie, że mogą paść kolejne argumenty, że widać nieustanną walkę o to, by ograniczyć w Polsce prawo do zabijania niepełnosprawnych. Ta walka musi trwać, jeśli chcemy liczyć na zwycięstwo. Musimy wciąż na nowo powracać do pewnych kwestii, nie tylko pikietując kliniki, w których zabijane są niepełnosprawne dzieci (to ogromna wdzięczność dla ludzi, którzy to robią), ale też zgłaszać nowe projekty, nękać polityków i nieustannie powtarzać im: sprawdzam wasze oddanie sprawie życia.

 

Najbliższy sprawdzian będzie w przyszłym tygodniu. Wtedy policzymy szable. A każdy poseł niezależnie od swojej przynależności partyjnej będzie musiał odpowiedzieć sobie, ale i swoim wyborcom, czy chce, by dzieci z Zespołem Downa były rozrywane na strzępy? Czy godzi się na to, by choroba genetyczna odbierała prawo do życia? To nie są pytania zastępcze, od nich zależy najważniejsza ocena posła.

 

Tomasz P. Terlikowski