Poprzednie „dzieło” dziennikarzy „Newsweeka” poświęcone celibatowi nie pozostawia wątpliwości, jaką metodę zastosowały hieny od Lisa w pisaniu obecnego tekstu. Będzie w nim maksimum obleśnych, anonimowych wypowiedzi, pseudobadań naukowych, być może podlanych sosem gazetowych wypowiedzi ludzi, którzy o problemie homoseksualizmu mówili z powagą i troską. Nie wiem, kto będzie się na ten temat wypowiadał, ale wiem, że do mnie dziennikarze „Newsweeka” dzwonili dwukrotnie i za każdym razem odmawiałem z nimi rozmowy na temat. A żeby było jeszcze ciekawiej na ten sam temat chciał ze mną rozmawiać także „Wprost”.

 

Wszystko to będzie miało jeden cel: stworzyć fałszywe wrażenie, że homoseksualizm jest normą wśród duchownych, i że Kościół to „toleruje”. Metodę tę można dostrzec już w samej okładce, która zawiera przynajmniej dwa przekłamania. Pierwszym z nich jest sugestia, że „seks po Bożemu”, to seks contra naturam, czyli akt homoseksualny, drugim sugestia, że Kościół potępia gejów. Dziennikarze „Newsweeka” mogą latami szukać takiego potępienia, ale go nie znajdą. Kościół potępia bowiem akty homoseksualne, a nie homoseksualistów. To one są grzechem i one powinny być potępione. W grzeszniku zaś zawsze trzeba widzieć człowieka, któremu trzeba pomóc. I podobnie trzeba traktować księży, kiedy oni upadają.

 

Nie jest też prawdą, że Kościół toleruje„homo-księży”, czego najlepszym dowodem są wyraźne instrukcje, w których Kongregacja Wychowania Katolickiego zakazuje udzielania święceń kapłańskich osobom o trwale zakorzenionych skłonnościach homoseksualnych, a także jasne decyzje papieskie o dymisjach biskupów, którzy takich święceń udzielali. Można się spierać o to, czy hierarchia (także w Polsce) wystarczająco stosuje się do tych wytycznych, można wskazywać księży, których skłonność homoseksualna jest tolerowana, ale nie można odpowiedzialnie sugerować, że Kościół nie walczy z tym problemem, czy że akceptuje akty homoseksualne we własnych szeregach.

 

Oczywiście możemy znaleźć wiele przykładów decyzji błędnych, a niekiedy ich braku, możemy pokazywać sytuacje, w których – także z powodu działania lobby homoseksualnego, o którym tak mocno pisał w 64 numerze Frondy ks. Dariusz Oko – pewne struktury nie zadziałały czy wręcz nie działają w ogóle. Tyle, że to nie jest dowód na hipokryzję Kościoła, czy stosowanie odmiennych standardów wobec księży, a co najwyżej dowód na to, że walka z homoherezją wewnątrz Kościoła wciąż nie została rozstrzygnięta, a grzech dotyka również ludzi Kościoła. Świadomość problemu nie może jednak oznaczać zgody na jego rozgrywanie przez środowiska ewidentnie wrogie Kościołowi i wierze, czy na ich kłamliwe przedstawianie. „Newsweekowi” czy Lisowi nie chodzi przecież o uzdrowienie pewnych sytuacji (niekiedy konieczne), a o to, by zaatakować Kościół, by odbierać mu wiernych.

 

Ta metoda jest tym perfidniejsza, że oznacza ona – i Lis niewątpliwie o tym wie – że po takim ataku każda próba dyskusji nad tym problemem (podkreślę jeszcze raz powinna się ona odbywać w Kościele, choćby po to, by zachować wielką godność kapłaństwa i jego ścisłego powiązania ze zdrową męskością) będzie odbierana jako wpisywanie się w linie ataku wyznaczoną przez Lisa. Dla wielu z katolików różnica między Lisem a ks. Oko (czy o wiele ostrożniej, ale otwarcie mówiącym o tym problemie o. Augustynem) stanie się nie do końca jasna. A każdy, kto będzie przypominał o nauczaniu papieskim czy papieskich decyzjach zostanie uznany za szkalującego Kościół. I nawet trudno się temu dziwić. Problem polega tylko na tym, że w ten sposób nie uzdrowimy sytuacji, a jakieś działania są konieczne. Tym bardziej, że przeciwnicy Kościoła będą wykorzystywać każde z możliwych pól ataku. Jeśli zamiast lepić mury, ulepszać metody obronne, eliminować zagrożenia (także przez ich wskazywanie) będziemy tylko zapewniać, że wszystko, zawsze jest w porządku, to... tylko dostarczymy im amunicji.

 

Nie idźmy zatem tą drogą. Walczmy z kłamstwami, manipulacją, ale jednocześnie z realnymi problemami, które do walki z Kościołem, próbują wykorzystać lewacy spod znaku Lisa.


Tomasz P. Terlikowski