Taką właśnie drogę wybrał poseł Witold Waszczykowski, który przy okazji kompletnie się ośmieszył. Polityk Prawa i Sprawiedliwości oznajmił bowiem, że zamierza przyłączyć się do audytu i zająć tym, co przeszkadza ludziom żyć razem, dziedziczyć czy odwiedzać się. A wszystko po to, by polepszać kontakty między ludźmi.

 

I już tylko te słowa wystarczą, by zadać posłowi PiS kilka pytań. Otóż po pierwsze chciałbym się dowiedzieć, czy pan poseł zna jakieś prawo, które przeszkadza homoseksualistom żyć razem? Czy może w kraju, w którym ostatnio przebywał poseł Waszczykowski (na pewno nie była to Polska, bo tu nic takiego się nie dzieje) ktoś zakazuje dwóm panom mieszkać razem? A może jakiś policjant zagląda im pod kołdrę? Ja o niczym takim nie słyszałem. Nie miałem też pojęcia, że ktoś ogranicza prawo homoseksualistów do odwiedzania się... W moim kraju nikt takich problemów nie ma. Ale rozumiem, że w kraju Waszczykowskiego tak. Zastanawiam się też, w jaki to cudowny sposób przyznanie homoseksualistom wybranych uprawnień małżeńskich miałoby poprawić ich kontakty? Czy zdaniem posła PiS dziedziczenia jest konieczne, żeby mieć dobre kontakty? Ja tam mam świetne relacje także z osobami, po których nie będę dziedziczył.

 

A na poważnie trudno nie dostrzec, że strategia posła Waszczykowskiego jest zwyczajnie szkodliwa. Nie ma powodów, by udawać, że osobom homoseksualnym należą się przywileje – nawet tylko wybrane – związane z małżeństwem. Nie ma też powodów, poza zdobyciem sympatii medialnej, by udawać, że trzeba przeprowadzać jakiś specjalny audyt uprawnień homoseksualistów. Droga taka prowadzi tylko do ustępstw, o które chodzi – stosującemu strategię salami – lobby gejowskiemu. A najlepszym tego dowodem jest prawica hiszpańska, która zmieniała prawo zanim jeszcze Zapatero doszedł do władzy.

 

Tomasz P. Terlikowski