I sąd podzielił jej opinię, choć przyznał jej o połowę mniejsze odszkodowanie, niż to, którego domagali się Ana Mejia i Rodolfo Santana. Oni chcieli od kliniki, w której wykonywali badanie USG 9 milionów, co miało pokryć wszystkie koszty utrzymania niepełnosprawnego dziecka, które zostałoby zabite, gdyby rodzice wiedzieli o jego niepełnosprawności.
Wyroki w sprawie „złych narodzin” nie są już w Stanach Zjednoczonych niczym nowym. Sądy uznają, że lekarze, którzy nie zinterpretowali odpowiednio badań USG czy nie poinformowali rodziców o tym, że ich dzieci mogą być niepełnosprawne, powinni za to płacić rodzicom. Wszystko obudowane jest piękną retoryką odnoszącą się do „prawa do szczęścia”, do wyboru, do odpowiedniej jakości życia, ale ukrywa proste stwierdzenie, że rodzice mają prawo zamordować swoje dziecko, jeśli im ono nie odpowiada. A jeśli lekarz im w zabójstwie – świadomie lub nie – przeszkodzi, to znaczy jeśli uratuje życie, do czego jest zresztą powołany – to trzeba go za to ukarać, tak żeby już nigdy więcej nie przyszło mu do głowy, że jego rolą jest leczenia, a nie współudział w zabójstwie.
Na razie skazuje się za złe urodzenie tylko w sytuacji, gdy urodzi się dziecko niepełnosprawne, ale nikt nie może nam zagwarantować, że za lat dwadzieścia na podobne kary nie będą skazywani lekarze, którzy nie zdecydowali się ukatrupić dziecka już po narodzeniu. Pragnienie rodziców, by mieć takie dziecko, jakiego sobie życzą jest przecież fundamentalnym prawem, którego ostatnio strzeżemy. Jeśli więc nie wykryto wad w czasie życia płodowego, to może powinno się przyznać rodzicom prawo do wybierania, czy chcą mieć takie dziecko po narodzinach, i nałożyć na lekarzy obowiązek rozbijania takich dzieci o ścianę klinik?
Że to niby niemożliwe? Bzdura. Jeden z najbardziej cenionych bioetyków światowych (nota bene zaproszono go kiedyś na Zjazd Gnieźnieński i tylko tekst w „Rzeczpospolitej” - mój – sprawił, że ktoś się z tego genialnego pomysłu wycofał) przekonuje, że rodzice powinni mieć takie prawo. „Kiedy śmierć niepełnosprawnego dziecka prowadzi do narodzin następnego z lepszymi perspektywami na szczęśliwe życie, całkowita ilość szczęścia będzie większa, jeśli niepełnosprawne niemowlę zostanie zabite. Utrata szczęśliwego życia pierwszego niemowlęcia zostanie przeważona przez zyskanie szczęśliwszego życia drugiego. Jeśli więc zabicie dziecka z hemofilią nie ma niekorzystnego efektu dla innych, zgodnie z poglądem całkowitym, byłoby dobrze je zabić” - stwierdza Singer. A znając tempo przemian obyczajowych za lat pięć w USA czy Wielkiej Brytanii jakiś genialny sąd uzna, że lekarz, którzy nie chciał być mordercą i nie wskazał innego mordercy, ma zapłacić za to odszkodowanie.

