I w zasadzie na tym krótkim stwierdzeniu można by poprzestać. Ale niestety problem jest głębszym. Po raz kolejny bowiem okazało się, że dla rządzącej naszym krajem PO ważniejsze są dobre relacje z Niemcami, niż suwerenność naszego państwa, wielokulturowość zaś jest istotniejsza niż polskość, do której służby są powołani. Zaskakujące jest także to, że mniejszość niemiecka nie dostrzega, że jej zachowanie, kwestionowanie polskiej symboliki narodowej pokazuje, że nie poczuwa się ona do lojalności wobec państwa, którego obywatelstwo posiada. Obie te rzeczy są niezwykle ważnym sygnałem, dla tych, dla których Polska i jej integralność są istotne. Pokazują bowiem, że na ołtarzu dobrych relacji z Niemcami składamy naszą symbolikę, a mniejszość niemiecka wyraźnie nie ma ochoty na lojalność, choćby w kwestiach symbolicznych, wobec naszego państwa.
W obu sprawach reakcja osób, dla których Polska jest czymś ważnym, a orzeł jest symbolem, które nie tylko nie rodzi kontrowersji, ale jest powodem do dumy, powinna być jasna. Musimy naciskać na lidera partii, dla której orzeł jest kontrowersyjny, by wyjaśnił swoim podwładnym z PO, że orzeł jest także ich godłem, a jeśli tego nie rozumieją, by się z nimi rozstał i wyrzucił ich z partii. Polityk, dla którego orzeł jest kontrowersyjny, nie może być bowiem członkiem polskiej partii. Jeśli premier tego nie zrobi, to jasno pokaże, wobec kogo i czego jest lojalny, i komu w istocie służy. A mniejszość niemiecka, szczególnie ci jej działacze, którzy opowiadają, jak to orzeł razi ich emocje, powinni usłyszeć jasny komunikat: jeśli Wam się tutaj nie podoba, to zawsze możecie wyjechać. Wolna droga. Ale pamiętajcie: tu jest Polska. Polska, która w odróżnieniu od Niemiec, które polskość zwalczają, przyznaje mniejszościom ogromne uprawnienia i pozwala na bardzo dużo. Na kwestionowanie polskich symboli narodowych pozwolić jednak nie może. Nawet Niemcom na Opolszczyźnie.
Tomasz P. Terlikowski
