Nie wykluczam, to informacja dla zawsze uważnie czytających „prawicowe portale” dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i portalu naTemat.pl, że ta śmierć jest rzeczywiście, jak podejrzewa policja, efektem biznesowych porachunków. Ale jednocześnie nie mogę nie zauważyć, że tak się jakoś dziwnie składa, że jest to kolejna nienaturalna śmierć, jaka dotyka ekspertów czy ludzi zajmujących się katastrofą smoleńską w odmienny od aprobowanego przez Rosję i władze Polski sposób. Remigiusz Muś, Sławomir Petelicki, pirotechnik z BOR, wcześniej Eugeniusz Wróbel, a można by wymieniać jeszcze innych – częstotliwość nienaturalnych śmierci wśród ludzi zajmujących się katastrofą smoleńską skłania do pytań.

 

Może być oczywiście tak, że to wszystko przypadek, że każdą z tych śmierci (albo przynajmniej część z nich) da się wyjaśnić całkowicie niespiskowo, ale nie sposób nie zadawać pytań, czy rzeczywiście to tylko przypadek? Czy przypadkiem jest to, że zajmowanie się katastrofą smoleńską – i to w sposób odmienny od obowiązującego – sprzyja nienaturalnej śmierci? Te pytania można próbować zakrzyczeć, tak jak to robią „GW” czy naTemat.pl, można próbować je ośmieszać sugerując, że jest jakąś prawicową fobią, podejrzewanie wciąż nienaturalnych śmierci. Ale rozważając rzecz na zimno nie można nie zadawać takich pytań. Szczególnie, gdy w cieniu Smoleńska wciąż nienaturalnie giną ludzie. W takiej sytuacji wolę być oszołomem, który zadaje pytania (nawet jeśli się myli), niż pocieszaczem, który zapewnia, gdy kolejni ludzie giną, „Polacy, nic się nie stało”.

 

Tomasz P. Terlikowski