Jest już nowy biskup polowy. Bez doświadczenia w wojsku, ale za to z dużym doświadczeniem organizacyjnym i duszpasterskim. Hierarcha, którego w Krakowie nazywają „człowiekiem do zadań specjalnych”. I choć w dniu nominacji wypada przede wszystkim życzyć nowemu biskupowi powodzenia w trudnym zadaniu, to trudno nie sformułować przy okazji kilku uwag na temat trudności, z jakimi przyjdzie się zmierzyć nowemu biskupowi.

Otóż do armii przychodzi on po tym, jak prezydent i minister obrony narodowej ustawiali Kościół w sprawie nominacji biskupiej i przenieśli do rezerwy kadrowej głównego kandydata na to stanowisko, i to tylko dlatego, że wygłosił on kazanie, które nie spodobało się Bronisławowi Komorowskiemu. Co gorsza, wczoraj – jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem nominacji – Bogdan Klich wyraził zadowolenie z tej nominacji. To zaś, w połączeniu z nieoficjalnymi informacjami „GW”, która sugeruje (pytanie, na ile jest to myślenie życzeniowe, pozostawiam otwartym), że zadaniem specjalnym nowego biskupa ma być oczyszczenie ordynariatu z wpływów arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia, rodzi pytanie o polityczne uwikłania nowego ordynariusza polowego.

Nie podejrzewam go o nie. Ale podejrzenia się rodzą. Nowy biskup powinien więc jak najszybciej pokazać, że polityczne interesy partii rządzącej w ogóle go nie interesują, że jego celem jest wyłącznie obrona Ewangelii i honoru polskiej armii, że opinie prezydenta i ministra nie wpływają na jego kaznodziejstwo. I wierzę głęboko, że tak właśnie nowy ordynariusz zrobi, doceniając także ks. Sławomira Żarskiego i jak najszybciej powierzając mu odpowiedzialne stanowisko.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »