Depersonalizacja, dehumanizacja przeciwników politycznych jest pierwszym krokiem na drodze polityki eliminacyjnej. Zaczyna się od przekonania, że przeciwnicy nie są po prostu ludźmi, a są „ścierwem” (choćby i pis-owskim), a później już jakoś łatwiej przychodzi odebranie im prawa do decydowania, wypowiadania się, a z czasem i życia. Ci, którzy są na początku tego procesu mogą nie dostrzegać do czego prowadzą ich kroki. Mogą uważać, że to tylko słowa. Ale tak nie jest. Słowa są początkiem nienawiści, a u końca jest śmierć.
I w Polsce już ten koniec obserwowaliśmy. Ryszard Cyba zabił z przyczyn politycznych. Zabił tych, których depersonalizowano już od dawna, czyli PiS-owców. Bo oni przecież nie są ludźmi, ale szkodnikami, „ścierwami” itd. Wtedy można jednak się było tłumaczyć niewiedzą, nieświadomością, dokąd prowadzi prosta droga przemysłu nienawiści. Teraz już tego robić się nie da. Można udawać, że mordu politycznego dokonanego przez członka PO na polityki PiS nie było, można wykreślać go z narracji politycznej (i to się nawet robi), ale nie da się zakwestionować rzeczywistości. Tamten mord się wydarzył. Ciąży on na sumieniu budowniczych przemysłu pogardy. I podobnie ciążyć będą zbrodnie, których początkiem jest bredzenie Niesiołowskiego, a dokładniej nagłaśnianie faceta, którego jedyną umiejetnością jest miotanie dziesięciu obelg na PiS-owców.

