I wbrew pozorom, z każdym rokiem będzie ciężej. Dyskusja bowiem ma to do siebie, że oswaja ludzi z tematem i sprawia, że po jakimś czasie zadają oni sobie pytanie, skoro już tyle o tym rozmawiamy, to może czas zmienić prawo. Nieustanny atak lewicy (o którym mówią już Magdalena Środa, ale też Ewa Siedlecka) będzie zmiękczał stanowisko prawicy, a zmiany obyczajowe będą ją pchały w kierunku, w którym już poszła prawica zachodnia.

 

Dlatego tak ważne jest byśmy, gdy jeszcze jest czas stworzyli mocne instytucje (ich zaczątki już są, by wymienić Fundację Mamy i Taty czy Fundację Pro), które będą nie tylko przygotowywać raporty, analizy, pokazywać, jak złe dla dziecka czy społeczeństwa jest umacnianie związków partnerskich, ze szczególnym uwzględnieniem związków homoseksualnych, ale także zajmą się akcjami na rzecz zmiany opinii publicznej. Powolnymi, ale długofalowymi.

 

Walka o rodzinę wymaga jednak także współpracy polityków różnych partii. Dlatego tak ważne jest, by obrońcy rodziny byli – choćby jako mniejszość – w różnych partiach, i by w nich budowali opór przeciwko złym rozwiązaniom prawnym. W PO taka grupa też jest potrzebna, i konserwatyści obyczajowi, nawet jeśli nie zgadzają się z Platformą w wielu kwestiach, powinni ją wspierać, pamiętając, że bez niej PO zacznie naruszać obyczajowe i moralne status quo. A robić to będzie przy aplauzie mediów. W takiej sytuacji Jarosław Gowin czy Jacek Żalek (ale także Joanna Fabisiak czy Mariusz Kosecki) są w PO niezbędni, bo tylko oni mogą zastopować lub przynajmniej zahamować tempo zmian.

 

Na razie, po klęsce i braku szans na zmiany, obyczajowa lewica odpuści, szczególnie, że wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie skupić się będzie trzeba szczególnie na postępującym kryzysie. Ale i on, choć zazwyczaj umacnia rodzinę, może wynieść do władzy lewicowych populistów. Już raczej nie samego Janusza Palikota (a wiele wskazuje na to, że na taką okazję był on kreowany), ale kogoś jego pokroju. W Polsce – niestety – wcale nie musi powtórzyć się scenariusz Budapesztu, bo i lewicowo-liberalny mainstream ma świadomość trudności, z jakimi przyjdzie mu się zmagać i powoli się do nich przygotowuje. My także powinniśmy to zrobić szykując pakiet głębokich politycznych i gospodarczych reform, które wzmocnią rodzinę – nie tylko ideologicznie – ale przede wszystkim ekonomicznie i społecznie. Tylko w ten sposób może wygrać tę wojnę.

 

Tomasz P. Terlikowski