Media są zachwycone. Ksiądz – i to z nakazem milczenia – atakuje Kościół, wyciąga mu brudy (znając sposób działania rozmaitych instytucji kościelnych, mogę przypuszczać, że może prawdziwe) i zapewnia, nie do końca wiadomo na jakiej podstawie, że Kościół będzie płacić odszkodowania za takie działania. A poza tym przekonuje, że będzie się modlił za mnie, by się opamiętał.
Za modlitwę dziękuję, ale nie mogę nie dostrzec, że cała ta sprawa pokazuje, że ks. Lemański najwyraźniej dąży do suspensy. Jawne zakwestionowanie decyzji biskupa, lekceważenie jego uwag i grzanie się w świetle kamer nie jest postawą kapłana. I to niezależnie od jego poglądów. Nie ma też nic wspólnego z dobrem Kościoła latanie – jak kot z pęcherzem po mediach – by opowiadać, jak zła jest instytucja, w której się pracuje, i to w sytuacji, gdy jest się w jawnym z nią konflikcie i łamie się obietnicę posłuszeństwa biskupowi, jaką każdy ksiądz składa.
Z tej perspektywy trzeba spoglądać na jego opowieści o problemach Kościoła z pedofilią. Mówiąc wprost: to, czy są one prawdziwe czy nie nie ma znaczenia, bowiem teraz słowa te służą ks. Lemańskiemu wyłącznie do tego, żeby pokazać jaki jest super i jak cierpi od złej hierarchii. To nie jest postawa kapłana. I dlatego trzeba się – jak to wczoraj pokazał ojciec Marcin Radomski – wielkiej modlitwy za księdza, tak by odkrył on, że jego drogą jest Jezus objawiany przez Kościół, a nie pochwały Tomasza Lisa czy Moniki Olejnik.
Tomasz P. Terlikowski
