Madzia nie żyje, a jeśli została zamordowana, to zabójstwo jej jest odrażającą zbrodnią. I nie ma powodów, by ukrywać ten zwyczajny fakt. Społeczna reakcja na tę sprawę, moralne oburzenie jest tylko wyrazem świadomości wagi zbrodni, jaką jest dzieciobójstwo, i dostrzeżenia, że w kobiecie nie ma nawet śladu (przynajmniej widocznego) żalu za to, co się stało. Ludzi, całkiem zwyczajnych, ale nie tylko, zwyczajnie to oburza, budzi w nich żal i gniew. A telewizje czy brukowce wykorzystują to do granic możliwości.

 

I choć owo wykorzystywanie może irytować, to niestety, zniszczenie mechanizmu społecznego ostracyzmu, oburzenia niszczy w istocie moralność. Jeśli bowiem społeczeństwa nie oburza matka, która nie żałuje śmierci dziecka, a nawet – tego nie rozstrzygam, ale wiele na to wskazuje – zamordowała je, a potem odgrywała medialny show na jego grobie, to w istocie nie może go już oburzać nic, i każda zbrodnia może zostać rozmyta. „Autorytety”, które próbują rozmyć te proste prawdy, które dowodzą, że trzeba ukryć proces, bronić Katarzynę W. i przedstawiać ją jako ofiarę, robią wszystko, by do tego doprowadzić. W imię zasad, których nie będzie, jeśli zniknie moralność, której jednym z fundamentalnych elementów jest mocne potępienie dzieciobójstwa.

 

Tomasz P. Terlikowski