To zapewne jest moja wina, że pod koniec grudnia Jerzy Owsiak powiedział to, co powiedział. A może trzeba nawet powiedzieć, że to ja powiedziałem, a on biedak tego nigdy nie powiedział. Słowa: „Osobiście dopuszczam taki sposób pomocy, bo ja to tak rozumiem – eutanazja to dla mnie pomoc starszym w cierpieniach” są zapewne moje, a nie jego. Moją wielką winą jest także to, że nie uznałem, że to było zaproszenie do dyskusji, nie chciałem przyznać, że lider WOŚP jest ignorantem, który nie wie, co mówi (co dziś przez pół programu sugerowała Olejnik twierdząc, że jemu chodziło o zaprzestanie uporczywej terapii). Zbrodnią niesłychaną, za którą trzeba przepraszać, jest także stwierdzenie, że jak ktoś popiera eutanazję, to wpisuje się w cywilizację śmierci. Niedopuszczalne jest także określanie zła złem..., bo to język jak z „Trybuny Ludu”.
Skandal to o wiele większy niż likwidacja staruszków, bo to przecież postęp jest. I tylko „tępi ideolodzy”, tacy jak ją, tego nie dostrzegają. Ale w związku z moją tępotą, pozostanę przy swoim, bo jakoś nie przekonuje mnie twierdzenie, że wielkim dobrem jest zabijanie chorych, wielkim postępem debatowanie nad tym, a dowodem otwartości udawanie, że Owsiak powiedział, co innego niż powiedział. Wolę być bowiem tępym przeciwnikiem zabijania, niż intelektualnie nastawionym umiarkowanym zwolennikiem likwidacji staruszków. Mea culpa zatem z moich ust nie padnie.
Tomasz P. Terlikowski
