Nie przeceniam tego sondażu. Szum, jaki się po nim podniósł, histeria salonowców, którzy już wzywają, żeby „Tusk coś z tym zrobił” (ciekawe co – ma może wsadzać do więzień wdowy smoleńskie, albo karać rodziny za „błędne” i powodowane zapewne wrogością do Rosji i rządu rozpoznanie zwłok?) nie pozostawia wątpliwości, że teraz zrobią one wszystko, by odwrócić kierunek sondażowy. Ale jednego nie są oni już w stanie zmienić. Otóż okazało się, wbrew rozmaitym politycznym realistom, że choć Polacy są w stanie tolerować politycznych cwaniaczków, złodziei, a także notorycznych kłamców (tu trudno nie zgodzić się z Rafałem Ziemkiewiczem), to jednak reagują, gdy naruszone zostają absolutne zasady moralne i życiowe, gdy niszczy się pamięć o zmarłych, i gdy przekonuje, że profanowanie zwłok, fałszowanie dokumentacji jest OK, a jedynym problemem są rodziny, które domagają się prawdy, już nawet nie o katastrofie, ale o tym, kto spoczywa w grobach podpisanych nazwiskami ich bliskich.

 

Na spadek sondażowy PO nakłada się oczywiście wiele elementów. Kryzys ekonomiczny, który dotyka już realnie coraz więcej Polaków, całkowita degrengolada PO, której dowodem są „sukcesy” w budowaniu metra, afera Amber Gold czy nieobecność premiera, a także bardzo konsekwentna i przemyślana strategia PiS. Moment spadku – moim zdaniem nieprzypadkowo – zbiegł się jednak z wydarzeniami, które pokazały, że rządzą nami ludzie całkowicie pozbawieni elementarnego wyczucia moralnego, wykorzenieni z jakiejkolwiek cywilizacji, praktyczni nihiliści. I właśnie w tym momencie powiedzieliśmy stop. Jeśli coś zaskakuje, to co najwyżej to, że nadal 30 procent Polaków ich popiera...

 

Tomasz P. Terlikowski