Prezydent Bronisław Komorowski podaje się za katolika. Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski również. Nie inaczej jest ze znaczącą częścią polityków obu rządzących obecnie Polską partii (PSL i PO). Tyle, że nic z tego nie wynika. Gdy morduje się chrześcijan, oni milczą. I nawet nie przyjdzie im do głowy, że Unia Europejska mogłaby zaangażować się w obronę ludzi, których podstawowe prawo do wolności sumienia i wyznania jest łamane.

Politykom nie przyszło również do głowy, by – gdy niemała część państw europejskich – broniła krzyża, zaangażować Polskę w taką obronę. Nie widać również zaangażowania w obronę absolutnie fundamentalnych wartości, takich jak obrona życia czy rodziny. I wbrew pozorom nie wynika to z tego, że taka obrona jest niemożliwa. Jak pokazuje przykład włoskiego MSZ chrześcijan można bronić. Niemiecka CDU także w taką obronę się zaangażowała. Dziesięć krajów europejskich podpisało wspólne dokumenty w obronie krzyża. A Irlandia czy Malta otwarcie bronią rodziny i życia.

Jeśli zatem polskie władze tego nie robią, to powód jest inny, niż niemożność działania. Jest nim po pierwsze tchórzostwo. Nasi politycy (także podający się za chrześcijan) zwyczajnie boją się, co o nich pomyślą na salonach i co przeczytają o sobie w liberalnych mediach. I to boją się tak bardzo, że aż im mowę odbiera. Ale jest też drugi powód. Jest nim brak autentycznej wiary. Oni już nie wierzą w to, że ich osobista religijność ma mieć konsekwencje w życiu publicznym. Nie wierzą, że Chrystus jest ich Panem, nie tylko w domu czy w kościele, ale również, gdy sprawują swoje obowiązki publiczne. Nie wierzą, że z tego, jak je wypełniają, także będą rozliczani.

Ten brak wiary można naprawić. Trzeba tylko, by pasterze Kościoła wyraźnie przypominali, że wiara ma konsekwencje, że katolicyzm i Bóg jest ważniejszy niż kolejne wybory czy pochwały w gazetach. Trzeba nie tylko po to, byśmy mogli być dumni z Polski, ale przede wszystkim dlatego, by politycy, o których mowa, nie obudzili się kiedyś – po śmierci – z ręką w nocniku. I by nie usłyszeli: „nie znam Was”.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »