Z Bartoszewskim przez wzgląd na jego wiek nie będę polemizował. Trudno też polemizować z redaktorami naTemat.pl, którzy prezentują zupełnie inną wizję nie tylko wychowania, ale także celów życia. Zamiast tego dostarczę śledczym od Tomasza Lisa jeszcze kilka uwag do kolejnych tekstów, w których będą mogli dowodzić, jak niebezpieczni dla świętego spokoju są rozmaici ajatollahowie. Otóż drodzy panowie ja nie tylko chciałbym wychować swoje dzieci na powstańców (a dokładniej na ludzi, którzy potrafią oddać życie za wartości dla nich najważniejsze), ale także na ludzi gotowych oddać życie, święty spokój, bezpieczeństwo, gdy wezwie ich do tego Bóg. Chciałbym też, by tak moi synowie jak i córki miały świadomość, że wierność jest ważniejsza niż chuć, a odpowiedzialność za innych istotniejsza niż samorealizacja.


Nie wiem, jakie wyzwania postawi przed nimi Bóg, nie wiem, przez jakie doświadczenia będą musieli przejść, jakie bitwy przyjdzie im stoczyć. Ale wiem, że chciałbym wychować je na wojowników, na ludzi, którzy nie udają, że nic się nie dzieje, gdy wokół nich giną setki niewinnych osób. Można to określać pieniactwem, można brakiem moralności, ale dla mnie jest to normalne marzenie mężczyzny (któremu często brakuje odwagi), by wychować swoje dzieci na bohaterów, na świętych, na wojowników. Nie rozumiem, jak mężczyzna może marzyć, o czymś innym; nie potrafię sobie wyobrazić, że można chcieć wychować swoje dzieci na tchórzy, którzy uciekają przed wyzwaniami, byle tylko zachować życie, które i tak nie będzie wieczne...


Tomasz P. Terlikowski