Angela Merkel zaprosiła sobie do Niemiec ponad milion imigrantów muzułmańskich, a jej własny kraj nie jest w stanie ich pomieścić. Niemcy, pod wodzą kanclerz, wymyślili więc, że podzielą się zaproszonymi z innymi krajami. I choć to trochę tak, jakbym zaprosił do siebie ludzi, a potem chciał ich upychać po sąsiadach i przekonywał, że są skrajnie niegościnni i niesolidarni, bo nie chcą ich przyjąć, gdy ja się tego domagam, to Niemcy nie widzą w tym najmniejszego obciachu i oskarżają Polskę (i Węgry także) o szowinizm, brak solidarności itd.
I w gruncie rzeczy trudno im się dziwić. Rządy Tuska i Kopacz przyzwyczaiły Niemców, że nie musieli nawet wspominać o swoich potrzebach, bo premierzy przewidywali je z góry. Gdy zaś zabrakło im domyślności wystarczał jeden telefon. A tu nagle, gdy tylko PiS doszedł do władzy ktoś, kogo uważano za wasala (lub kondominium) zaczyna fikać i podkreśla, że jest suwerenny. Takiego skandalu niemieccy zwolennicy wasalizacji i podporządkowania całego Europy światłej władzy z Berlina zwyczajnie nie mogli przepuścić. I dlatego warczą, krzyczą i grożą. Oni przecież wiedzą najlepiej, co jest dobre nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy, i w związku z tym nie mogą pozwolić na to, by jacyś samowolni Polaczkowie przekonywali, że jest inaczej. To, by mogło oznaczać koniec Unii Europejskiej jaką zaplanowali sobie stratedzy z Niemiec.
Tomasz P. Terlikowski
