Ten wywiad jest szokujący. Trudno zrozumieć, jak kardynał, czyli ktoś powołany do obrony nauczania Kościoła i papieża aż do przelania krwi, może mówić takie rzeczy. A pikanterii sprawie dodaje fakt, że wywiad ten ukazuje się w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, gdy od hierarchów oczekiwać możnaby pouczenia wiernych, a nie rozmydlania jasnego nauczania Kościoła.
Pytany o zmianę prawa dotyczącego zabijania nienarodzonych w Polsce kardynał Nycz odpowiada, że są one nieodpowiedzialne. I choć chodzi o liberalizację, to słowa kardynała można odnieść z powodzeniem także do zaostrzenia prawa. - Kompromis, który został zawarty, nie jest idealny z punktu widzenia nauki Kościoła. Dyskusja, która toczyła się 15-20 lat temu, była bardzo trudna, ale owocna. Uczestniczył w niej też papież Jan Paweł II, nie zapominajmy o tym. Każdy, kto odpowiedzialnie patrzy na tak ważne dziedziny dotyczące godności człowieka, jak prawo do życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, nie powinien chcieć naruszenia tej zasady, która została opracowana i zapisana prawnie przed prawie 20 laty - podkreśla kardynał.
Tłumacząc ten dyplomatyczny język na normalny, oznacza to tyle, że nie powinniśmy chcieć zmiany prawa, zgodnie z którym co roku ginie w Polsce 500 osób. Trudno zgodzić się z tezą, że walka o to, by w Polsce nie funkcjonowało bezprawie pod nazwą prawa (bo trudno inaczej określić prawo pozwalające na zabijanie) jest nieodpowiedzialnością. Trudno też takie słowa zaakceptować z ust kardynała Świętego Kościoła Rzymskiego. Trudno, bowiem oznaczają one, że dla księdza kardynała 500 zabitych osób to nie problem, większym problemem jest "zachowanie kompromisu".
Ale to niestety nie koniec szokujących (z punktu widzenia wiary) wypowiedzi kardynała Nycza. Otóz w dalszej części wywiadu hierarcha oznajmia, że "Kościół nie będzie wpływał na sumienia polityków i nie będzie mówił, jak mają postąpić"... Dalej wprawdzie przypomina nauczanie Kościoła, ale ta wypowiedź jest już absolutnie nieprawdziwa. Otóż Kościół ma obowiązek - powierzony mu przez Pana - wpływania na sumienia, formowania ich. Rezygnacja z tego fundamentalnego zadania oznacza w istocie rezygnację z bycia Kościołem, a w przypadku Pasterza Kościoła oznacza rezygnację z własnego powołania. A kiedy sól traci smak, biada jej...
Mam nadzieję, że kardynał tylko nieszczęśliwie się wypowiedział, że ktoś nie dopilnował autoryzacji. Ale dwie tak szokujące i nieprawdziwe z punktu widzenia nauczania Kościoła, czy choćby walki o obronę życia, wypowiedzi to jednak zdecydowanie za dużo... Mam nadzieję, że rzecznik prasowy kurii warszawskiej szybko sprostuje te zadziwiające twierdzenia. I wyjaśni, co kardynał miał na myśli. Nie chce mi się bowiem wierzyć, by także w Polsce pojawili się biskupi kwestionujący jasne stanowisko Kościoła w sprawie obrony życia i misji Kościoła.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

