Komórki macierzyste, często się to powtarza, są przyszłości medycyny rekonstrukcyjnej czy transplantologii. Nie jest to oczywiście jeszcze pewne (bo niekiedy rozwój medycyny prowadzi ją w ślepy zaułek), ale nie ulega wątpliwości, że badania nad komórkami macierzystymi mogą przynieść ogromną rewolucję. I właśnie ta rzekoma rewolucja była powodem, dla którego usprawiedliwiano tworzenie komórek macierzystych z ludzkich zarodków. Brak szacunku dla godności człowieka wyjaśniano koniecznością prowadzenia badań, które miały zrewolucjonizować medycynę. Jeden z laureatów tegorocznej Nagrody Nobla był zresztą autorem badań nad zarodkowymi komórkami macierzystymi. Tymi, których w przypadku człowieka, prowadzenie było niemoralne.

 

Uczeni (nie bez udziału polityków, którzy jak George W. Bush, zablokowali środki federalne na badania nad zarodkowymi komórkami macierzystymi, a skierowali strumień pomocy na poszukiwanie innych metod pozyskiwania „cudownych” komórek”) pokazali jednak, że możliwe są inne, nie wymuszające poświęcania życia ludzi na zarodkowym etapie rozwoju, metody ich pozyskiwania, a moralność, szacunek dla ludzkiego życia, nie tylko nie blokuje możliwości naukowych, ale wręcz je wspiera. Kto wie, czy gdyby nie mocne protesty przeciwko niemoralnej metodzie pozyskiwania komórek macierzystych, kiedykolwiek powstałaby metoda moralna, taka, która można stosować bez poświęcania życia ludzkiego. I choć Nobla dostali nie tylko autorzy „moralnych” badań, to trudno akurat tego elementu nie docenić. Uświadamia on bowiem, że biotechnologia nie musi i nie oznacza z konieczności braku wierności zasadom moralnym, że można ją uprawiać w szacunku dla ludzkiej godności.

 

Tomasz P. Terlikowski