To, co wydawało się niemożliwe, jednak się stało. Po wielu latach z ramówki TVP zniknie „Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego. Wcześniej z ekranów TVP zniknęli Rafał Ziemkiewicz z jego „Antysalonem”, Anita Gargas z „Misją specjalną”, Bronisław Wildstein, Joanna Lichocka, a nawet frondowa seria „Wojna światów”. Wszystko oczywiście w ramach walki o salonową telewizję, w której nieodpowiednie poglądy nie będą już dręczyć premiera i jego medialno-politycznej paczki.

Słowem telewizja została odbita z rąk nieodpowiednio myślących (a czasem zwyczajnie myślących, w odróżnieniu od zasłuchanych w mądrości premiera – nie tylko zresztą polskiego – mainstreamowców) dziennikarzy. I znów można spokojnie włączać telewizję! Lichocka, Wildstein, Terlikowski, Ziemkiewicz nie będą już bruździć sugestiami, że coś jest nie tak z Polską, że nie powinniśmy ustępować Rosjanom, czy że obdarowanie ministra Grabarczyka kwiatami jest powiedzeniem wprost Polakom, że premier i jego banda ma nas wszystkich gdzieś, a liczy się wyłącznie zadowolenie kumpli od piłki.

To jednak nie jest ostatni krok. „Nieprawomyślnych” dziennikarzy nie uświadczy się już we „Wproście”, „Newsweeku” czy większości dzienników. Wypchnięto ich z publicznych mediów (Michał Karnowski broni się jeszcze w Trójce). Miejsca zaś, w których jeszcze można ich doświadczyć – próbuje się prawnymi sztuczkami zamknąć. Tak jest z „Rzeczpospolitą”. I nie oszukujmy się, to nie będzie koniec. Już rozpoczęła się nagonka na Radio Maryja i „Nasz Dziennik”. „Gazeta Polska” wpychana jest w narożnik. Fronda.pl wyśmiewana. A będzie jeszcze gorzej, bowiem obecna władza może istnieć jedynie w kraju, w którym nie będzie wolnych mediów, w którym dziennikarze ograniczą się do roli propagandzistów Donalda Tuska (jak to się w mediach platformerskich już dzieje), albo przynajmniej do ostrzegaczy przed PiS.

Jeśli więc chcemy mieć media, jeśli chcemy funkcjonować w świecie wolnego słowa, musimy zacząć walczyć. Nie może być tak, że władza odbiera (nawet jeśli jesteśmy mniejszością) ogromnej rzeszy obywateli możliwość wypowiadania się. Nie można dopuścić do tego, by głos ortodoksyjnych katolików, konserwatystów czy liberałów, którym nie po drodze z rządem Donalda Tuska – został zagłuszony. Internet jest oczywiście istotną przestrzenią wolności, ale nie zastąpi on dzienników, tygodników czy telewizji. Walczmy więc o prawo obecności w tych miejscach. Inaczej przyjdzie czas, gdy zwyczajnie zabraknie dziennikarzy, którzy myślą inaczej niż Tomasz Lis. Każdy z nich musi bowiem utrzymać się przy życiu. Jeśli więc wypchnie się go z zawodu, to poszuka sobie innego miejsca pracy. I stracimy go na długo. Tak jak straciliśmy już sporo świetnych dziennikarzy śledczych, którzy teraz pracują w PR.

I nie oszukujmy się, że obecna sytuacja ma cokolwiek wspólnego z rządami PiS w TVP. Nie ma, bo wtedy nikt nie wyczyścił wszystkich nie-pisowskich programów. Za Urbańskiego zaś na jedno z najlepszych pasm trafił Tomasz Lis. Teraz zaś sczyszczono wszystkich, którzy myślą samodzielnie i nie ulegają tuskowej propagandzie sukcesu. To zaś doskonale pokazuje różnicę między czasem nieporadnym, ale jednak demokratycznym rządem PiS (do spółki z Samoobroną i LPR), a coraz mniej kryjącym się ze swoimi totalniackimi postulatami rządem Donalda Tuska.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »