Wyniki CBOS-u szczególnie nie zaskakują. Jest jasne, że od jakiegoś czasu utrwaliło się przekonanie, że kompromis w sprawie aborcji jest doskonały, bo chroni z jednej strony opinie katolików, a z drugiej rzekome prawo kobiet do zabicia niewygodnego dziecka. Jeśli jednak sondaż ten nadal mnie dziwi, to tylko dlatego, że dowodzi to całkowitej nieracjonalności osób, które akceptują „kompromisowe prawo”, jako najlepsze z możliwych.

 

Są bowiem tylko dwie możliwości. Albo zarodek jest człowiekiem od momentu swojego powstania, i wówczas nie możemy go zabijać, tylko dlatego, że ma nieodpowiednie pochodzenie lub jest upośledzony (tak jak nie możemy zabijać ludzi z Zespołem Downa czy dzieci z rodzin patologicznych), albo nim nie jest – i wtedy nie jest jasne, dlaczego w ogóle mamy go chronić, dlaczego walczymy o jego prawo do życia, i dlaczego mamusia (czy tatuś), którym przydarzyła się wpadka nie ma prawa do urwania dziecku łebka?

 

Biologia nie pozostawia przy tym wątpliwości, że zarodek, płód czy embrion, które nosi w sobie kobieta, należy do gatunku ludzkiego, a zatem jest człowiekiem. I co do tego nie ma sporu. A jeśli tak jest, to nie powinno być również sporu, co do tego, czy człowieka można zabijać. Jeśli godzimy się na uśmiercanie ludzi na etapie zarodkowym, tylko z powodu nieodpowiedniego pochodzenia czy choroby, to nie sposób nie zadać pytania, dlaczego nie godzimy się na to, już po narodzinach? A także, czy rzeczywiście jesteśmy zdania, że jeśli chorzy nam przeszkadzają, to możemy ich likwidować? Pytania te powinni sobie zadać wszyscy zwolennicy zwolennicy „kompromisu aborcyjnego”...

 

Tomasz P. Terlikowski