Adam Michnik we wstępniaku do „GW” przekonuje, że wciąż musimy być czujni, bowiem demony faszyzmu czyhają na nas. „Czyż "IV RP" zbudowana na sojuszu trzech formacji: postsolidarnościowej, postkomunistycznej i postfaszystowskiej nie była zapowiedzią czegoś, co nadchodzi? I ta retoryka, gdzie religia jest polityzowana, wrzask zastępuje dialog, a emocje rozum. Czy słowa nienawiści wobec demokratycznych władz dobiegające od polityków i publicystów prawicy, z Radia Maryja, z ust lidera "Solidarności" Dudy nie zwiastują Polski autorytarnej i nietolerancyjnej?” - przekonuje Michnik, który zastrzega, że projekt ten nie jest faszyzmem, ale do faszyzmu nawiązuje.

Odmienności nie powinny jednak sprawić, że czujne oko antyfaszysty nie dostrzeże, że w istocie chodzi o to samo. „Ryszard Krynicki pisał przed 40 laty, że "faszyści zmieniają koszule". Nie dajmy się na to nabrać. Tylko uparty sprzeciw uchroni nas przed recydywą ludzi, którzy - zżymając się na określenie "faszyści" - obficie czerpią z faszystowskich stereotypów i technik manipulacyjnych” - dodaje Michnik.

A ja, skoro redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” za wszelką cenę chce analogii historycznych nie mogą nie przypomnieć, że faszyzm był odwrotną stroną komunizmu, a antyfaszyzm bronią wymyśloną przez komunistów, by zwalczać wszystkich, którzy nie chcieli wraz ze Stalinem maszerować ku świetlanej przyszłości. Czytając Adama Michnika, który za dowód mentalności faszystowskiej przedstawia sprzeciw wobec in vitro, trudno nie dostrzec, że i teraz antyfaszyzm ma być młotem na konserwatystów, katolików, chrześcijan, który świetlana przyszłość budowana przez lewicowców nie odpowiada.

Nie, żebym w ogóle nie dostrzegał zagrożeń związanych z odradzającym się (głównie zresztą na Zachodzie Europy) rasizmem czy antyimigracyjnymi nastrojami, ale mam świadomość, że trzeba na nie patrzeć w szerszej perspektywie także zagrożeniem lewacką rewolucją, która jest obecnie o wiele silniejsza niż nawet najmocniejsze nurty, które jakoś można by przypisać do faszyzmu. Jeśli więc coś jest obecnie realnym zagrożeniem to raczej lewacka rewolta obyczajowa, która antyfaszyzm uczyniła swoim cepem przeciwko konserwatystom. Co nie oznacza, że nie trzeba także uważnie przyglądać się temu, co dzieje się po innych stronach sporów. Ale kryterium wartościowania zjawisk nie powinny być stalinowskie koncepty faszyzmu, ale chrześcijaństwo i zdrowy rozsądek.

Tomasz P. Terlikowski