Pamiętam tamten dzień. Rano byłem na rozmowie u pewnego księdza. Wydawało mi się, że sprawa jest superpoważna, że nie ma nic ważniejszego. W pewnym momencie dostałem sms-a od znajomego. Był krótki, bardzo krótki. „Prezydent? Módlmy się!”. Zlekceważyłem go, myślałem, że to kolejny, brutalny atak werbalny na prezydenta, i pomyślałem, że oddzwonię po spotkaniu. I tak się stało. A wtedy usłyszałem w słuchawce szloch i krótkie zdanie: „włącz radio”. Nic już nie było takie samo. Słuchałem, kto zginął i modląc się jechałem na uczelnię, gdzie mam wykłady. A stamtąd, gdy rektor odwołał zajęcia po rodzinę i na Krakowskie Przedmieście, żeby być razem, razem płakać, modlić się, błagać Boga o miłosierdzie nad nami.

 

I tamtych godzin, dni, tygodni nikt mi nie odbierze. Tak jak nikt nie odbierze ich Polakom. Drwina, śmiech, opowieści o smoleńskiej religii nie zmieniają faktu, że w Polsce wtedy wydarzyło się coś bardzo ważnego, że poczuliśmy jedność, zjednoczyliśmy się, przebudziliśmy się. I właśnie ten moment odrodzenia wywołał taką wściekłość mainstreamu. Siła ataku na prezydenta, ale też na tych wszystkich, którzy chcą poznać prawdę i pamiętać, bierze się właśnie z tego, że druga strona ma świadomość symbolicznego znaczenia tamtych dni, wie, że ich się nie da wyrwać z naszych serc. I warczy, wścieka się, gryzie, pluje i ośmiesza.

 

Ich problem polega tylko na tym, że oni przegrają. Nie da się już wyrwać pamięci o tym wydarzeniu z Polski. Ono tu będzie, już na zawsze. Jeśli Polska pozostanie Polską, jeśli będziemy sobą, to będziemy pamiętać. I tę wielką tragedię (zbrodnię?), i dni narodowego zjednoczenia, i tych, którzy odeszli 10 kwietnia. Nie możemy zapomnieć, jeśli mamy przetrwać jako wspólnota narodowa. Ale pamięć nie wystarczy. Będziemy też robić wszystko, by dojść prawdy. Ona już powoli się ujawnia, a w końcu poznamy ją w całej brutalnej szczerości. I kłamstwa, zalew kłamstw postsowieckich służb i postsowieckich agentów wpływu tego nie zmieni.

 

A dziś spotkamy się na Krakowskim Przedmieściu, pomodlimy się i będziemy razem... Okres wielkanocny da zaś nadzieję, że po naszym narodowym Wielkim Piątku i trwającej wciąż Wielkiej Sobocie czekania, nadejdzie Poranek. Wierzę w to, bardzo w to wierzę. Inaczej trzeba by emigrować!

 

Tomasz P. Terlikowski