Przewidywalność tego scenariusza aż bije po oczach. Wipler odchodzi z PiS, Gowin walczy o dusze PO, ale jego współpracownicy już nie wykluczają rozstania z partią i czekają na kongres. Gołym okiem widać, że coś ma powstać. Jakiś nowy POPiS, który zagospodarować ma rozczarowanie PO i obawy przez PiS. Wipler jest zresztą nieźle przygotowany do powoływania nowej partii. Ma think tank, pismo, zaplecze intelektualne. Gowin – jeśli oczywiście będą oni budować coś razem – wnosi doświadczenie, rozpoznawalność i wizerunek polityka umiarkowanego, ale jednocześnie nielewicowego. Razem jest to pewien kapitał.
Ale wszystko to raczej – by ująć rzecz ostrożnie – nie wystarczy, by wykreować nową partię (ruch społeczny czy cokolwiek innego). A powody są przynajmniej dwa. Jeden zewnętrzny, a drugi wewnętrzny. Nie ma koniecznej do powołania nowej partii emocji społecznej. A tej – choć widać rozczarowanie i szukanie czegoś nowego – na razie brak. Po drugie zaś republikanom brak lidera, który mógłby rywalizować nawet z osłabionym Tuskiem, nie mówiąc już o coraz mocniejszym Kaczyńskim. Sympatia, dobre relacje z publicystami, a nawet zaplecze nie mogą tego zmienić.
Tomasz P. Terlikowski
