O powstanie warszawskie można się spierać, można mieć rozmaite zdanie na temat jego przebiegu i odpowiedzialności za jego wybuch. Ale nie sposób nie dostrzec, że nie było ono tylko, czy nawet przede wszystkim „narodową katastrofą”. O wiele istotniejsze jest to, że było ono dowodem na honor Polaków, na nasze umiłowanie wolności. Ono sprawiło, że Sowieci nie doszli do Francji, i że jednak byliśmy traktowani inaczej niż reszta obozu. Obawa przed powtórzeniem tej rzezi wpływała na niezwykle roztropne decyzje Prymasa Wyszyńskiego czy później Jana Pawła II. A pamięć o niej sprawiała, że mieliśmy poczucie własnej godności.
Tamte wydarzenia określiły dalsze dzieje Polski. I to w pozytywnym sensie. Nikt nas do końca nie zniewolił, zawsze chcieliśmy być wolni. A ofiary i tak zostałyby złożone. Tyle, że zamiast w boju nasi wielcy poeci ginęliby w kazamatach NKWD. Wyrywano by im paznokcie, wybijano zęby, a czasem łamano sumienia i doprowadzano do samobójczej śmierci, której najmocniejszym przykładem jest śmierć Tadeusza Borowskiego. Ich poezja byłaby surowa zakazana, a dzisiaj nikt by o nich nie pamiętał… Starówka, niewykluczone, też zostałaby zburzona, a Pałac Kultury znalazłby swoje miejsce. Tylko nie byłoby mitu, opowieści, która dawała nadzieję.
A gdyby zabrakło tej opowieści, to wyrwany z korzeniami naród, pozbawiony elity, nie miałby ostatniej deski ratunku, nie miałby oparcia w pamięci. Zostałby skutecznie skolonizowany. Jeśli sowietom i ich polskim sługusom się to nie udało, to właśnie dzięki ofierze krwi powstańców warszawskich, która nie poszła na marne, i stała się fundamentem nowej Polski. Jeśli minister Rzeczypospolitej tego nie dostrzega, jeśli nie rozumie, że uderzając w pamięć o Powstaniu uderza w fundamenty swojego kraju, to nie powinien go reprezentować. I dlatego uważam, że minister Sikorski powinien odejść, bo nie rozumie własnej Ojczyzny, własnego kraju i w pewnym sensie zachowuje się jak Żyd, który neguje znaczenie Szoah dla powstania i trwania Izraela. Taki minister niewątpliwie jest narodową katastrofą.

