Wypowiedzi profesora Nałęcza są jak niezły kabaret. Ale żeby to dostrzec trzeba mieć pamięć nieco dłuższą niż złota rybka. I pamiętać, na przykład, co mówił pryncypał Nałęcza jeszcze kilkanaście dni temu. Ale zacznijmy od samej wypowiedzi doradcy prezydenta Bronisława Komorowskiego

- Wielokrotnie w dziejach Polski było tak, że Rosji było na rękę rozgrywanie wewnętrznego polskiego konfliktu i stwarzanie takiej sytuacji, by Polacy wzięli się wzajemnie za łby, bo to oznacza słabość Polski i poszerza pole działania Rosji – oznajmił profesor. A później dodał: „Moim zdaniem opozycja, która broni niby godności Polski, gra główną rolę w rosyjskim scenariuszu. Takie było oczekiwanie Moskwy, by poszczuć PiS na polski rząd, bo to osłabi pozycję Polski także w wyjaśnianiu tej katastrofy. PiS moim zdaniem dokładnie realizuje rolę, którą mu Rosja rozpisała. Rosja tak zainscenizowała tę sprawę, by dać do ręki PiS-owi karty ataku na polskiego premiera”.

A teraz kilka uwag. Otóż po pierwsze, o czym profesor zdaje się zapomniał, Rosjanie w swoim raporcie napisali tylko to, co wcześniej powiedział prezydent Bronisław Komorowski. Oni także uznali, że przyczyny katastrofy były „arcyboleśnie proste”, i że za wszystko odpowiadają Polacy. Słowem raport MAK, którym Rosjanie mają wciągnąć Polaków w wojnę polsko-polską antycypował sam Komorowski. A to oznacza, drogi Pani doradco, że on również chciał wciągnąć Polaków w wojnę polsko-polską, która jest na rękę Moskwie.

Ale jest jeszcze druga zabawna kwestia. Otóż od mniej więcej dziesięciu miesięcy w mediach przekonuje się, że Rosja nie gra polską sytuacją, że każdy kto tak uważa jest dziwakiem opętanym manią prześladowczą (wiem, bo sam ostatnio zostałem wyśmiany w rozmowie w Radiu TOK FM, gdy podkreślił, że Rosja prowadzi gry operacyjne w Polsce, i że ma u nas agenturę i to jeszcze z czasów sowieckich). A tu nagle okazuje się, że prof. Nałęcz też przyznaje się do takiego nurtu myślenia. A to oznacza, że jest – uff aż mi to nie chce przejść przez gardło, ale muszę – rusofobem!

Panowie Żakowski, Lisie, Wołku (na tego ostatniego liczę szczególnie, bo wiem, że nie ma takiej bzdury, której ten dzielny bojownik nie byłby w stanie bronić, jeśli tylko służy to PO), dziennikarze „Gazety Wyborczej” brońcie honoru Rosji. Wiadomo przecież, że tam sami aniołowie żyją, co to nigdy dziennikarza czy politycznego przeciwnika nie zamordowali. Agentury nigdy tam nikt nie widział, a sowieckie służby składały się z samych uroczych ludzi, którzy zajmowali się przeprowadzaniem staruszek przez jezdnię. Panowie nie pozwólcie składać dobrego imienia Rosji w ofierze dla rozgrywek wewnętrznych. Walczcie o to, by prof. Nałęcz przestał być doradcą prezydenta. Zbrodnia szargania dobrego imienia Rosji nie może być nie pomszczona!!!

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »