Ustawę o uzgadnianiu płci można by zbyć takim właśnie żartem, uznać, że jest ona kolejnym, kretyńskim pomysłem Palikota i jego brygady. Tak jednak nie jest. Pomysł, by każdy mógł sobie określić samodzielnie (ewentualnie przy współpracy psychologa), jakiej jest płci, i by nie były przy tym potrzebne jakiekolwiek operacje, jest już na stałe wprowadzony w obieg publiczny. Zasady Yogyakarty, na które powołują się lobbyści LGTB od dawna domagają się, by o tożsamości płciowej decydowała wola, a nie geny, wygląd czy cokolwiek innego. Każdy ma być tym, kim chce, a jak inni tego nie uznają to pod sąd z nimi. Projekt Ruchu Palikota, a także ciąganie po sądach ludzi, którzy nie godzą się na używanie kłamliwego języka, tylko wpisują się w ten projekt zniszczenia męskości i kobiecości, a także ufundowanej na nich rodziny.
I jeśli naprawdę szybko nie zaczniemy temu przeciwdziałać, jeśli nie zbudujemy lobby obrony normalności, rodziny, małżeństwa, lobby, które będzie mocno działać politycznie, stawiać warunki, wytaczać procesy, egzekwować od posłów odpowiednie zachowanie, to przegramy. I naszym dzieciom w szkołach będzie się tłumaczyć już nie tylko, że homoseksualizm jest uprawnioną formą zaspokajania swoich popędów, ale także że o płci każdy decyduje sobie sam, kobiecość i męskość nie istnieją, a małżeństwo to przeżytek dla zacofańców. Liberalne media chętnie się do tego przyczynią, choćby medialnie linczując każdego, kto odważy się wyrażać publicznie normalne poglądy.
Tomasz P. Terlikowski
