Grupy chuliganów, którym zależy tylko na rozróbie są – czy się nam to podoba czy nie – stałym elementem krajobrazu wszystkich państw europejskich. Młodzi, niespecjalnie inteligentni i często sfrustrowani ludzie potrzebują się wyżyć, i szukają okazji, by zrobić to z możliwie największym rozgłosem. Mecz Polska-Rosja, przy całym jego politycznym umocowaniu, podgrzewanym jeszcze przez media, jest taką właśnie okazją, by nie tylko się pobić, ale jeszcze dorobić do tego szczytną ideologię „pomszczenia powstania warszawskiego” (a słyszałem także takie uzasadnienia bójek), czy lat zależności od Związku Sowieckiego. Uzasadnienie to wzmacnia zresztą zachowanie części kibiców rosyjskich, którzy ewidentnie próbowali swoimi działaniami doprowadzić do zwarcia... Ale do chuliganów nie mam pretensji, tak jak nie mam pretensji do burzy, że ma ona pioruny. Na rzeczywistość nie ma się, co obrażać. Trzeba być tylko na nią przygotowanym.

 

I właśnie do tych, którzy powinni być na burze przygotowani mam pretensje i za ich zaniedbania serdecznie rosyjskich kibiców (tych, którzy nie chcieli nas prowokować, a wiem, że tacy też na stadionie byli, a nawet, że była to większość) przepraszam. Przepraszam Was za Hannę Gronkiewicz-Waltz, która powinna była albo jasno i wyraźnie powiedzieć, że marsz kibiców jest niemożliwy do zrealizowania, bowiem dojść w jego trakcie może do zamieszek (i chyba tylko remisowi zawdzięczamy, że chuligani bili się tylko przed meczem, a nie jeszcze po). Tu nie trzeba było odwoływać się do zakazanych symboli (choć one także było eksponowane w trakcie marszu), ale do względów bezpieczeństwa. Tego jednak nie zrobiono, bo tak bardzo chciano pokazać swoją nowoczesność i brak antyrosyjskich fobii (a może zwyczajnie zamanifestować wiernopoddańczy stosunek do Moskwy), że zabrakło odwagi do tego, by realnie, a nie tylko werbalnie chronić spokoju nie tylko gości z Rosji, ale przede wszystkim samych Warszawiaków. Prezydent stolicy Polski powinien być w stanie przewidzieć, że zgoda na taki marsz wywoła takie, a nie inne reakcje chuligańskie. I zwyczajnie zakazać marszu. Hanna Gronkiewicz-Waltz tego nie zrobiła, co pokazuje jak kiepskim jest prezydentem Warszawy.

 

Ale swoją część winy za takie, a nie inne zachowanie chuliganów mają także media, które od jakiegoś czasu przedstawiały mecz Polska-Rosja, jako jakąś formę wojny. I nie mówię o mediach prawicowych, ale jak najbardziej lewackich, mainstreamowych. „Newsweek” z okładką sugerującą, że mecz jest jakąś nową wojną polsko-bolszewicką podgrzewał atmosferę zupełnie bezsensownie, dając młodym chuliganom wrażenie, że ich skandaliczne wybryki mogą być rozumiane, jako przejaw patriotyzmu. Tomasz Lis powinien wiedzieć, że pewnych emocji nie wolno podgrzewać bezkarnie, że nie można najpierw zagrzewać do gromienia Rosjan, a potem dziwić się, że część z odbiorców nie zrozumiała apelów...

 

I dlatego, zamiast przepraszać za chuliganów (którzy zresztą byli po obu stronach) mam wrażenie, że trzeba przeprosić za polityków i liderów opinii. Oni, w odróżnieniu od chuliganów, powinni myśleć głową. Niestety tym razem, może z miłości do Rosji, a może ze zwykłego populizmu, tej umiejętności im zabrakło.

 

Tomasz P. Terlikowski