Jak ustalił „Nasz Dziennik” słynna notatka, która pozwoliła cynglom z „Gazety Wyborczej” odgrzać temat gruziński, powstała w MON miesiąc temu. Pilotowi z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego polecił ten dokument sporządzić szef departamentu kadr. Rzecznik MON wyjaśnił, że stało się to po licznych prośbach dziennikarzy. I od razu dokument trafił do rąk „Gazety Wyborczej”, która mogła dzięki niemu wpisać się zgrabnie w nurt rosyjskiej propagandy, która od wielu miesięcy (w zasadzie od momentu katastrofy) twierdzi, że przyczyną wydarzeń smoleńskich były naciski prezydenta.

„Rzetelność” dziennikarska, z której słyną Agnieszka Kublik i Wojciech Czuchnowski, nie pozwoliła im oczywiście na poinformowanie o drobnym szczególe, jakim jest data powstania tego dokumentu. A nie pozwoliła, bo gdyby „dziennikarze” napisali prawdę, to wówczas nie byłoby tematu nacisków, a co najwyżej trzeba by pisać o tym, że MON uczestniczy w nagonce na prezydenta i własnych żołnierzy i próbuje dowodzić – po czasie – że opinie strony rosyjskiej są prawdziwe, a polscy oficerowie nie chcą i nie potrafią działać w zgodzie ze standardami.

Fakty są bowiem takie, że dokument ten, szczególnie, że wyciekł tak szybko, jest dowodem na to, że urzędnicy MON postanowili dołączyć się do przemysłu nienawiści i pomagać w kreowaniu fałszu niemałej części polskich środowisk dziennikarskich. A najlepszym na to dowodem jest fakt, że generał, który najwytrwalej komentował „doniesienia” „Gazety Wyborczej”, wydał też polecenie sporządzenia notatki, którą później komentował.

Tomasz P. Terlikowski

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »