To, jak Warszawiacy (i to także całkiem nowi) obchodzą rocznicę Powstania Warszawskiego jest wielkim sukcesem Lecha Kaczyńskiego i jego współpracowników. Środowiskom liberalny, mimo wieloletnich starań, nie udało się obrzydzić tego wielkiego zrywu, i wykazać, że leżący u jego postaw patriotyzm jest nieaktualny. Warszawiacy, a szerzej Polacy, wiedzą nie tylko, że bohaterom należy się hołd, ale też, że zadaniem współczesnych patriotów jest naśladowanie swoich przodków. W innym kontekście, z innymi wyzwaniami, ale z ofiarnością i odwagą. Mesjaniczny, ofiarny patriotyzm wygrał spór w przestrzeni publicznej.

 

Nie ulega też wątpliwości, że Powstanie Warszawskie jest traktowane jako istotny element tożsamościowy naszego narodu. Nawet ci, którzy kwestionują racje jego przywódców (a dyskusja historyczna zawsze jest potrzebna) przyznają, że wydarzenie to na wiele lat określiło sytuacje Polski, i że nasza historia wyglądałaby inaczej, gdyby nie tamten bohaterski zryw. A ludzie odczuwają to wręcz trzewiami. Największą zasługę ma tu Muzeum Powstania Warszawskiego, ale szerzej jest to efekt całej polityki historycznej, którą długo odsądzano od czci i wiary, a na którą teraz Warszawiacy głosują nogami.

 

I właśnie z tym nie mogą się pogodzić nasze elity. Dla nich to klęska, bo pokazuje, że nie chcemy ich pseudopatriotyzmu, który oznacza „upodobnienie się do innych”, stanie się jak wszyscy. Nie chcemy europejskości, oznaczającej brukselskość, a wybieramy wspólnotę z tymi, którzy odeszli po polsku. Bez szans na wygraną, za to z odwagą i determinacją. Klęskę próbuje się zakrzyczeć opowieściami o buczeniu, gwizdaniu (ciekawe, że gwizdanie na gwizdach organizowanych przez GW na 11 listopada jest OK), atakami na PiS i zawłaszczanie. Ale to się nie uda. Bo – niezależnie od różnych wyborów politycznych – my Polacy jesteśmy inni, niż nasi sąsiedzi. I wiemy, że czasem ofiara jest lepsza niż tchórzostwo, że czasem dar z życia w imię wolności i honoru jest lepszy, niż zachowanie stanu posiadania. I na tym polega nasza odmienność, której nikt nam nie odbierze.

 

A lewicowcy i postępowcy mogą sobie tylko ponarzekać, bo tę wojnę o nasze dusze przegrali!

 

Tomasz P. Terlikowski