Wywiadu z arcybiskupem Józefem Michalikiem słuchałem z dużym zainteresowaniem. Większość z argumentów metropolity przemyskiego mocno do mnie przemawia. Nie mam wątpliwości, że wielkość duchowa przejawia się w umiejętności przebaczenia, że Kościół w Polsce wyciągając rękę do Cerkwi rosyjskiej wykonuje ważny, duchowy i religijny, a nie polityczny gest, i że – o czym już pisałem – może mieć on ogromne znaczenie dla przyszłości całej Europy, a nie tylko Polski i Rosji. I wszystko to piszę mając świadomość uwikłania Cerkwi w politykę czy jej zależności od Putina. Bóg może bowiem pisać prosto, także po liniach krzywych. I dlatego czekam na apel z ogromną niecierpliwością, licząc na to, że może on rzeczywiście wiele zmienić. Nie tylko w Polsce, także w Europie, czy relacjach ekumenicznych.
Nie mogę się jednak zgodzić z jednym ze słów (mam nadzieję, że jak to bywa w rozmowach radiowych, ono się po prostu Księdzu Arcybiskupowi wyrwało, i nie jest elementem „teologii pojednania”, którą metropolita przemyski chciałby nam przekazać). Otóż abp Michalik stwierdził był w radiowej Jedynce, iż „wielkość może być też budowana w głębi na tym duchowym wznoszeniu się, na przebaczeniu, na umiejętności zapomnienia”. Na takie postawienie sprawy nie może być zaś, z punktu widzenia zdrowej chrześcijańskiej teologii, zgody.
Zapomnienie nie jest drogą chrześcijanina, i nie ma nic wspólnego z przebaczeniem. Jeśli zapominamy (albo spychamy żal, ból, krzywdę – co zresztą jest o wiele częstsze – w podświadomość), to w istocie nie przebaczamy, bo i przebaczyć nie ma czego. Zapomnienie jest ucieczką przed wspomnieniami, przed trudną historią, a nie chrześcijańskim przebaczeniem. Jest udawaniem albo szczerym przekonaniem, że przeszłości nie było, albo że nie ma ona znaczenia. Chrystus na Krzyżu przebaczając swoim oprawcom, bynajmniej nie udawał, że byłe stało się niebyłym.
Autentyczne chrześcijańskie przebaczenie zakłada świadomość zła, jakie się wydarzyło, nie ucieka od pamięci (choćby po to, by nie pozwolić, by cierpienia ofiar przestały się liczyć), ale potrafi wznieć się ponad nie i rzeczywiście oddać sprawę Bogu, wstrzymując się od zemsty, odwetu. Przebaczenie to okazanie zaufania, pomimo a nie z powodu niepamięci, osobom czy narodom. To wreszcie chęć współpracy. Ale nie za cenę zapomnienia, bo to oznaczałoby zdradę ofiar i prawdy.
Pojednanie z Cerkwią, pojednanie Polaków i Rosjan jeśli ma być pełne musi zatem opierać się na pamięci. Pamięci pełnej i zdrowej, opartej na prawdzie historycznej. A powodem jest nie tylko głęboko teologia, ale także fakt, że tylko pamiętając możemy powtarzać, jak ja za moim dziadkiem, który po wyjściu z łagrów, stwierdził jasno, że zamknęli go Sowieci, ale żyje dzięki Rosjanom. Zapomnienie o tych, którzy przekazali mojemu dziadkowi ogryzki chleba, tylko w imię wielkiego pojednania, byłoby zdradą tamtych Rosjan, którzy pewnie nie przeżyli, ale uratowali życie pewnemu Polakowi.

