Na razie nie jest pewne, czy sędzia chce zbadania prezesa PiS przez specjalistów, czy tylko wydania przez nich opinii. Ale niezależnie od tego elementu, jedno pozostaje pewne: sędzia chciał ośmieszyć prezesa partii opozycyjnej i zgrabnie wpisać się w kampanię wyborczą PO. Nie ma specjalnych wątpliwości, że w ten sposób sędzia pokazał, że pojęcie sędziowskiej niezawisłości jest mu obce.
A idąc dalej po wytyczonej ścieżce sędzia powinien jak najszybciej zwrócić się do biegłych z Rosji. To tam są bowiem najwybitniejsi specjaliści od badania przeciwników politycznych; to tam powstał termin schizofrenii bezobjawowej i chorób psychicznych, na które mieliby cierpieć ci, którzy nie dostrzegają wielkości komunizmu. Oni, bez wątpienia mogliby orzec, że Jarosław Kaczyński cierpi na ślepotę, która uniemożliwia mu dostrzeżenie wielkości Donalda Tuska, na otępienie, które utrudnia mu analizę wielkich sukcesów ministra Grabarczyka i majaki, które skłaniają go do twierdzenia, że w Polsce są w ogóle jacyś esbecy.
Panie sędzio, Pan się nie lęka. Może Pan to zrobić. Dziennikarscy klakierzy tej ekipy Pana poprą, a platformersi (mam nadzieję, że nie wszyscy) oznajmią, że jest Pan niezawisły. A że przy okazji się Pan skompromituje w oczach normalnie myślących Polaków, tym się Pan nie musi przejmować. Sądy w Polsce mają w tym bogatą tradycję. Od czasów Bieruta, do których Pan zresztą nawiązuje.

