Teraz tej samej strategii używają oni w odniesieniu do kampanii wyborczej PiS. Mocny, z jasnym przekazem, a jednocześnie całkowicie pozbawiony agresji spot Prawa i Sprawiedliwości został mocno zaatakowany przez Wojciecha Szackiego. Jak zwykle dziennikarz napisał coś o trumnach, którymi posługuje się Jarosław Kaczyński, a nawet wspomniał coś o zamachu.

 

Problem w tym, że to klasyczna „wybiórcza” manipulacja. W spocie nie ma ani słowa o zamachu (politycy Prawa i Sprawiedliwości bardzo unikają nawet tego słowa, wiedząc, że choć wątpliwości w sprawie smoleńskiej jest masa, sama sugestia, że coś mogło nie być przypadkiem, zaprowadziłoby ich na medialny szafot), nie ma też trumien. Jest pełne ciepła przypomnienie wartości, na których budował swoje życie Lech Kaczyński, jest pokazanie, jak wyglądał on naprawdę i wreszcie jest mocny przekaz, że jeśli bliskie są ci takie wartości, jak honor, wierność, prawda – to warto zagłosować na tych, którzy chcą je kontynuować.

 

Można się oczywiście nie zgadzać z Prawem i Sprawiedliwością, można krytykować nieżyjącego prezydenta (ja też to robiłem w sprawie aborcji czy in vitro), ale nie sposób odmówić mu tego, że rzeczywiście reprezentował pewne wartości, że był strażnikiem honoru, szacunku dla kobiet, odwagi czy sprawiedliwości. Nie sposób nie dostrzec, że był też najlepszym z naszych prezydentów. Nie wykradał dokumentów, by ukryć swoją przeszłość, nie upijał się do nieprzytomności na grobach polskich oficerów, starał się zawsze pilnować – choć trzeba uczciwie przyznać, że nie zawsze mu to wychodziło – polskiego interesu narodowego. A do tego odszedł na posterunku, zginął w trakcie pełnienia obowiązków głowy państwa. I tego nie da się już wymazać z polskiej historii. On tam będzie. I będą się do jego przykładu odwoływać ci, którzy chcą lepszego, mocniejszego, bardziej sprawiedliwego państwa; ci którzy mają dość tego, że Miro i Zbycho nie ponoszą odpowiedzialności, a największą karą dla człowieka, który rozmontował polską armię jest dymisja.

 

I dziennikarze „Gazety Wyborczej” o tym wiedzą. Oni wiedzą, że Lech Kaczyński – mimo starań Palikota i innych szyderców – już wszedł do narodowej mitologii, że został – przynajmniej dla pewnej części opinii publicznej – symbolem, sztandarem, pod którym będzie toczyła się walka o inną Polskę. Wiedzą również, że nie jest łatwo udowodnić, że ten mit jest nieprawdziwy. I dlatego próbują wymusić na Polakach, na PiS zapomnienie, amnezję, udawanie, że między Aleksandrem Kwaśniewskim, a Bronisławem Komorowskim była czarna dziura, a nie ktoś konkretny, kto przywrócił wielu Polakom dumę z ich państwa. Ale na szczęście nie jest to możliwe... Na szczęście wciąż jeszcze pamiętamy. Także tamte kwietniowe dni, gdy poczuliśmy – po raz kolejny – co znaczy solidarność, co znaczy być Polakami. Nikt nam tego nie odbierze.

 

Tomasz P. Terlikowski