Umut-Talha (czyli po turecku „nasza nadzieja”) urodziło się 26 stycznia w szpitalu im. Antoine Béclère na przedmieściach Paryża w Clamart. Lekarze nazywają je “dzieckiem podwójnej nadziei”, bowiem narodziło się ono zdrowe w rodzinie o długiej historii choroby beta thalassemia, czyli genetycznego schorzenia krwi, a także dlatego, że za pomocą komórek macierzystych dziecka będzie można leczyć także jego rodzeństwo.

Ten „sukces” medycyny nie powinien jednak przesłaniać prawdy o tym, jak do tego doszło. Otóż do życia powołano za pomocą metody in vitro kilkanaście osób, a później – za pomocą testów prenatalnych – wybrano z nich te, które będą mogły się narodzić, inne skazując na śmierć. „Podwójna nadzieja” kosztowała zatem życie kilku, a może kilkunastu innych dzieci.

Drugim problemem moralnym jest to, że godząc się na „kreowanie genetyczne” ludzi ostatecznie niszczymy równość między ludźmi. Do tej pory (a dokładniej do momentu, gdy dziesięć lat temu powstało pierwsze dziecko „wykreowane” przez speców od bioinżynierii) wszyscy byliśmy owocem przypadku, co oznacza, że wszyscy byliśmy równi, i że nikt nie mógł mieć pretensji o to, kim jest, czy jaki jest. Teraz zaś w relacje między ludźmi wkrada się fundamentalna nierówność: ktoś bowiem jest wytwórcą, a ktoś tworzywem. Tworzywo zaś może mieć pretensje do swojego twórcy (stąd wiele z klinik ubezpiecza się na taki wypadek). W dalszej perspektywie zaś może to doprowadzić do powstania (gdy techniki testów czy manipulacji zostaną odpowiednio udoskonalone) „arystokracji genetycznej”, która wprawdzie będzie doskonalsza w jakichś kwestiach, ale zostanie to dokonane za pomocą manipulacji o nieznanych skutkach w innych kwestiach. Genom ludzki nie jest bowiem prostym układem, w którym zmiana jednej cechy skutkuje tylko jedną zmianą.

I wreszcie kwestia ostatnia. Zgoda na to, by wybierać spośród kilku, kilkunastu dzieci jedynie te zdrowe oznacza ostatecznie uznanie, że prawo do życia mają tylko zdrowi. Chorych zaś należy spuścić do kanalizacji. Na razie prawdę tę odnosi się tylko do nienarodzonych, ale coraz częściej wyroki sądów czy ekspertyzy bioetyczne wskazują, że podobne zachowania mogłyby być dopuszczalne także w odniesieniu do noworodków. I tak stopniowo odbierane jest prawo do życia ze względu na stan zdrowia.

Wszystko to razem pokazuje, że nie ma szczególnych powodów do radości z powodu sukcesu naukowców. Społecznie, naukowo, moralnie jest to bowiem wkroczenie kolejnego kraju na drogę ku przepaści, jaką jest zniszczenie równości między ludźmi, a także stopniowego odbierania prawa do życia dla niepełnosprawnych czy chorych.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »