Trzy miesiące temu Alicja Tysiąc i jej adwokat poinformowali o tym, że wytaczają mi proces. Fragmenty pozwu trafiły do mediów, a on sam do sądu. Pod koniec maja na swoim facebookowym koncie powódka poinformowała o wstępnej dacie pierwszej rozprawy, a w miniony piątek o tym, że odbędzie się on 30 lipca, o godzinie 11 w sali numer 206 w warszawskim sądzie okręgowym. Problem polega tylko na tym, że ja nadal nie otrzymałem ani pozwu, ani informacji o procesie z sądu. Nie wiem więc nawet o co jestem oskarżony. A do rozprawy mamy 14 dni...

I żeby nie było wątpliwości. Wszystkie listy polecone przychodzące do mnie do domu odbieram. Nie ukrywam się przed sądem, mój adres jest jawny. Ale list z sądu wciąż nie przychodzi.
W praktyce ta sytuacja oznacza, że gdyby nie to, że uważnie śledzę profil Alicji Tysiąc nie miałbym nawet szansy stawienia się na własnym procesie, a także jakiegokolwiek przygotowania się do własnego procesu, czego przyczyną jest nieznajomość treści pozwu. Nie wiem, jakie są przyczyny tej sytuacji, ale jest ona – najdelikatniej rzecz ujmując – zaskakująca.
Tomasz P. Terlikowski