Z tezami „Rzeczpospolitej” trudno się nie zgodzić. Wszyscy formatorzy i kapłani, z którymi się spotykam, ale także coraz więcej przygotowujących młodzież do małżeństwa osób, przyznaje, że największym problemem młodych jest nieumiejętność podejmowania decyzji na całe życie. Brak odwagi do wzięcia odpowiedzialności już nawet nie tyle za obcą osobą, ile za siebie i za swoją decyzję. Rozwody (a wchodzi obecnie w życie pokolenie zranione niezwykle głęboko rozwodami swoich rodziców); kultura, która przekonuje, że w życiu nie ma nic na zawsze; brak autentycznego wychowywania do cnót – to wszystko głęboko odbija się na wchodzącym w życie pokoleniu.
Ale to nie wyjaśnia wszystkiego. Istnieje, jak sądzę, głębsza, bo duchowa przyczyna tego, że obawiamy się ryzyka, czasem szaleństwa związanego z wyborem. Bo trzeba sobie powiedzieć zupełnie wprost ślub, śluby zakonne czy święcenia są szaleństwem. Decyzja o małżeństwie to „skazanie się” na jedną osobę na całe życie, i to bez wiedzy, co się wydarzy w przyszłości, bez pewności, że po ludzku wszystko będzie dobrze. Śluby zakonne czy kapłaństwo to decyzja o tym, że ktoś będzie o wielu rzeczach decydował za nas, że zostaniemy „skazani” na proboszcza czy biskupa, który niekoniecznie będzie idealny, i że będziemy „rzucani” tam, gdzie będą chcieli przełożeni, a nie tam, gdzie będziemy chcieli my. Taka decyzja wymaga więc szaleństwa, bo jest autentycznym ryzykiem...
Dla człowieka wierzącego, dla kogoś, kto wierzy w Bożą Opatrzność i ufa Bogu, to ryzyko jest tylko pozorne. Wiara zakłada bowiem zaufanie, świadomość, że w tym skoku w ciemność nie jesteśmy sami, że towarzyszy nam Bóg, że obok nas zawsze jest Jezus Chrystus. I to daje spokój. Tylko z Nim i przez Niego możliwa jest taka decyzja, i tylko w Nim i przez Niego możemy mieć pewność, że rzeczywiście – niezależnie od tego, co się nam przytrafi na drogach życia, to zawsze będzie dobrze. Strach przed podejmowaniem decyzji dowodzi więc właśnie braku wiary, rozumianej jako zaufanie. Braku, za który odpowiadamy my starsi, bo nie nauczyliśmy naszych dzieci, że „Wierzę w Boga” ostatecznie musi oznaczać „wierzę Bogu”, i w Nim pokładam ufność, która jest silniejsza niż moje wątpliwości.
Tomasz P. Terlikowski
