Książka Ekke Overbeeka jest mocną lekturą (będę o niej jeszcze pisał), wymusza stawianie pytań i choć – moim zdaniem – formułuje oskarżenia wyolbrzymione i słabo uzasadnione, to nie powinna zostać całkowicie zlekceważona. Cierpienie ofiar molestowania (bardzo rzadkiego) przez duchownych jest faktem, i faktem jest, że mężczyzna, który molestuje czy wykorzystuje dziecko nie może być alter Christi, trzeba go zatem wydalić ze stanu duchownego i zamknąć w więzieniu, by już nigdy nikogo nie skrzywdził. Faktem jest też, że Kościół hierarchiczny nie zawsze wie, jak się zachować wobec takich sytuacji, i niekiedy wybiera miłosierdzie wobec sprawcy, które jest aktem głębokiej niesprawiedliwości wobec ofiary, a także rodzi dalsze zagrożenie. Ale to wszystko nie wystarcza do sformułowania tezy, że w szkołach jest „pełno jest bezkarnych zboczeńców uczących religii”. A taką właśnie myślą podzielił się Janusz Palikot.
I nie zamierzam apelować do niego, by zlitował się nad Kościołem i oddał mu sprawiedliwość, by oddał sprawiedliwość dziesiątkom tysięcy uczciwych księży, którzy z pasją realizują swoje powołanie i walczą o życie w czystości. Nie zamierzam o to apelować, bo nie wierzę, by Palikot był zdolny do uczciwego postawienia sprawy. Dla niego liczy się tylko interes jego partii. Ale mam gdzieś w głębi serca nadzieję, że on jednak uważa dobro ofiar za realne dobro, i zlituje się choć nad nimi, i przyzna, że tego typu „polityczne gierki” nie służą właśnie ofiarom. A powód jest niezmiernie prosty, otóż takie wypowiedzi Palikota sprawiają, że ludzie Kościoła zaczynają traktować każdą wzmiankę (także taką, która może być a nawet jest prawdziwa) o pedofilii, jak atak na Kościół, i zaczynają ją kojarzyć z Palikotem. Jakakolwiek rozmowa staje się niemożliwa, a próby wskazania jak rozwiązać problem uznawane są za atak na Kościół. Wierzący się usztywniają, ofiary jeszcze bardziej cierpią, problem nie jest rozwiązywany, a jedynym zyskiem jest kilka chwil rozgłosu dla antyklerykałów z Ruchu Palikota. Czy jednak jest to rzeczywiście warto poświęcać rozwiązanie problemu dla antyklerykalnego grepsu?
Nie twierdzę przy tym, że rozwiązanie to będzie proste, bo wiem, jak reaguje instytucja kościelna na krytykę nawet z wewnątrz (artykuły ks. Dariusza Oko nie zostały przyjęte z entuzjazmem), ale jednocześnie mam głębokie poczucie, że sprawa ta może być załatwiona, że w wielu miejscach widać już duchownych i świeckich, którzy są na takie rozwiązania gotowi. A pohukiwania Palikota tylko im to utrudnią. Dlatego apeluje do posła Palikota, jeśli zależy Panu na dobru ofiar, to niech Pan odpuści ten temat. Akurat Pana uwagi w niczym tu nie pomogą, a jedynie zaszkodzą.
Tomasz P. Terlikowski
