Koloryzm, czy kolorystyczny szowinizm większości święci triumfy. I wystarczy poczytać wpisy na Frondzie.pl czy Salonie 24, nie wspominając już o Facebooku, by to dostrzec. Ludzie o mentalności przedwojennych antysemitów, sprytnie przebrani za lewicowców, nie próbują się nawet wczuć w sytuację osób inaczej postrzegających kolory, ale z niesłychaną nienawiścią atakują nas i nasz sposób postrzegania świata, ośmieszają czy wręcz skandalicznie sugerują, że istnieją jakieś obiektywne kolory.
I trzeba powiedzieć zupełnie jasno, że problemy daltonistów są niedostrzegane nawet przez zazwyczaj tak czułą na wykluczenia lewicę. Kolory świateł są dobrane ewidentnie przeciw daltonistom, nie inaczej diody w ładowarkach. Skandalem jest mówienie o „zielonym światłem”, co jest daltonistofobią w języku. A już sama sugestia, że można mówić w ogóle o obiektywności kolorów jest dowodem fundamentalizmu i szowinizmu, bo przecież - jak z płcią - każdy powinien móc określać kolory, jak chce. Jeśli uważam, że zielone jest czerwone, to nikomu nic do tego. I tylko chorzy z nienawiści do ludzi fundamentaliści mogą tego nie dostrzegać.
Wierzę jednak, że za 50-100 lat obecna lewica będzie się wstydzić swojego braku zrozumienia dla mniejszości, i zainteresowania jedynie seksualnością, nie dostrzegając ogromnych problemów mniejszości wzrokowych (zgadzam się z tymi, co twierdzą, że sformułowanie krótkowzroczność też jest wykluczające). Kampania przeciw Daltonistofobii jest niezbędnie potrzebna. Bez tego nie dostrzeżemy gigantycznych problemów mniejszości wzrokowych.
Tomasz P. Terlikowski
