Ewa Milewicz zaskoczyła mnie podwójnie. I od niej zacznę ten tekst. Przyznała bowiem, że podejrzliwość wobec Rosji ma podstawy. Zabójstwa polityczne w tym kraju nie są niczym zaskakującym, a Polacy mają powody by Rosjanom nie wierzyć. Dziennikarka „GW” przyznaje także że jest błędem brak pomnika, czy udawanie, że tablica na Krakowskim Przedmieściu może go zastąpić. I choć tekst jest opatrzony rytualnymi potępieniami Antoniego Macierewicza, Jarosława Kaczyńskiego czy „Gazety Polskiej”, to i tak trzeba i można go docenić. Okazuje się bowiem, że nie trzeba koniecznie uznawać, że ludzie nie ufający rosyjskim raportom są zwolennikami sekty czy wręcz, że coś rzuciło się im na mózg.

 

Jeszcze dalej idzie w swoich rozważaniach Grzegorz Sroczyński, który wręcz stwierdza, że z prawicowym mainstreamem (inna rzecz, że ja ująłbym jego zakres inaczej) można i trzeba rozmawiać, że rozmowa taka może wzbogacać obie strony, że nie należy nas traktować jak wariatów czy oszołomów. Dalej jest oczywiście standardowo. Można przeczytać, że nie ma symetrii między określaniem kogoś mianem wariata, a określaniem go zdrajcą, i że oczywiście prawica jest o wiele gorsza, niż mainstreamowe media. „Wewentualnych próbach dyskusji są dość oczywiste granice. Jeśli ktoś mnie wyklucza - odmawia polskości, przyzwoitości, nazywa bolszewickim agentem - to pole manewru mam żadne. Jak na serio tłumaczyć, że nie jestem spadkobiercą Komunistycznej Partii Polski?” - oznajmia Sroczyński. A ja bym mu zadał proste pytanie, co z tymi, którzy odmawiają mi normalności czy dobrych intencji? Jak mam z nimi dyskutować.

 

Nie chciałbym jednak ograniczyć się do przerzucania oskarżeniami. O wiele lepiej skupić się nad fundamentalnym przekazem obu tych artykułów. Otóż, co trzeba docenić, przypominają one (nie oceniam przy tym intencji redakcji, która je wpuściła), że Polska jest jedna, i że niezależnie od tego, jak głęboko jesteśmy podzieleni (a że jesteśmy to rzecz oczywista), to musimy ją ze sobą dzielić, musimy w niej razem istnieć, i załatwiać także takie sprawy, w których różnice między nami są mniejsze, niż w innych. Kryzys demograficzny jest problemem dla każdego z nas. Przy takim poziomie upadku urodzeń emerytury nie będą bowiem wypłacane zarówno „lemingom” jak i „oszołomom”. Wariaci i zdrajcy wspólnie będą wbijali zęby w ścianę, bo podniesienie wieku emerytalnego niczego nie zmieni. Pytanie o zmieniającą się błyskawicznie (opowieści o wiecznotrwałej przyszłości UE można włożyć między bajki) sytuację międzynarodową także nie mogą być sprowadzone tylko do rytualnych pohukiwań. Trzeba ją zdiagnozować i spróbować przynajmniej sensownie odpowiedzieć na pytanie, co możemy w takiej a nie innej sytuacji zrobić.

 

Listę takich spraw można ciągnąć długo. Odpowiedzi na nie, szukanie ich jest ważne, tak jak ważna jest Polska. Ona pozostaje naszą wspólną Ojczyzną. Różnice między nami w kwestiach ważnych, bo często moralnych (takich jak Smoleńsk, ale również – dla mnie o wiele ważniejsza – kwestia aborcji czy wprowadzania do systemu prawnego Polski uprawnień dla par homoseksualnych) nie mogą przesłaniać tego, że są także inne sprawy, w których porozumienie, kompromis czy zwyczajna rozmowa są możliwe i konieczne. Dla dobra kraju, który jest naszą Ojczyzną, i w którym większość z nas, niezależnie od poglądów, spędzi życie. Podobnie jak będą tu mieszkały nasze dzieci i wnuki.

 

Tomasz P. Terlikowski